Internetowy fenomen Backrooms doczekał się już niezliczonej liczby interpretacji, od krótkich filmów i amatorskich opowieści grozy, aż po pełnoprawne produkcje wykorzystujące motyw niekończących się, pozornie opuszczonych przestrzeni. Sam zresztą dałem mu się nieco porwać, meldując się w kinie na premierze pełnometrażowego filmu. Charakterystyczne żółte ściany, jednostajne buczenie świetlówek i korytarze prowadzące donikąd to wręcz woda na horrorowy młyn, nic więc dziwnego, że prędzej czy później ktoś musiał wpaść na pomysł, aby całą tę koncepcję nieco wyśmiać (seria „Scary Movie” zresztą pokazała, że taki koncept może być całkiem udany). A skoro mamy już Backrooms, to dlaczego nie mielibyśmy dostać… Bathrooms?
Tak właśnie narodził się, mały niezależny „horror” przygotowany przez Alien Palace, który pierwotnie zadebiutował na PC już dwa lata temu, a w tym roku trafił również na konsole za sprawą polskiego Take IT Studio!. Sam twórca otwarcie przyznaje, że pomysł na grę zrodził się z fascynacji Backrooms i chęci stworzenia jego parodii. Tylko czy oznacza to, że mamy do czynienia wyłącznie z żartem? Ano nie do końca, bo pod całym tym absurdem kryje się horror, który przynajmniej w założeniu potrafi również postraszyć.
Punktem wyjścia jest pewien halloweenowy rytuał odprawiony przez jednego z uczniów, w wyniku którego szkolne toalety zaczynają prowadzić do miejsca zdecydowanie odbiegającego od tego, czego można oczekiwać po tym miejscu. Nasz bohater budzi się w opuszczonej, spowitej mgłą szkole, a na domiar złego odkrywa, że gdzieś zaginął jego pies rasy shiba inu (wiadomo, że za pieseła +10 z miejsca). Poszukiwania prowadzą go do tytułowych Bathrooms, czyli rozległego labiryntu wyłożonego kafelkami, w którym logika otaczającego świata najwyraźniej postanowiła zrobić sobie przerwę. Cel jest prosty, znaleźć psiaka jak i wyjście z tego całego bajzlu, przy czym „prosty” to pewne niedomówienie, jako że musimy najpierw zebrać odpowiednią liczbę monet, za które kupimy bilet umożliwiający wydostanie się z owego labiryntu.







Jak rasowa babcia klozetowa, dostajemy nasz oręż w postaci odkurzacza, służącego nie tyle do utrzymywania czystości, ile do zasysania porozrzucanych po otoczeniu pieniędzy. Z czasem możemy go ulepszać, zwiększając efektywność zbierania, a zdobyte fundusze przeznaczyć również na inne udogodnienia. Na tym jednak lista osobliwości się nie kończy. Możemy korzystać z tajemniczej kuli pomagającej odnajdywać klucze i wykrywać zagrożenia, wspomagać się substancją określaną jako „copium”, dzięki której zbierane monety zyskują na wartości, a nawet spróbować szczęścia przy automatach hazardowych. Oczywiście byłoby zbyt pięknie, gdyby jedynym problemem okazało się zebranie odpowiedniej liczby monet. Po labiryncie krąży bowiem tajemniczy Custodian, czyli Woźny, który nie zamierza pozwolić nam swobodnie spacerować po swoim królestwie. Przeciwnik potrafi reagować na nasze zachowanie i dostosowywać się do sytuacji, dlatego podstawą przetrwania pozostaje unikanie bezpośredniego kontaktu, uciekanie oraz ukrywanie się w kabinach toaletowych.
The Bathrooms nie próbuje udawać kolejnego śmiertelnie poważnego horroru psychologicznego, lecz świadomie bawi się oczekiwaniami odbiorcy, jednocześnie zachowując podstawowe mechanizmy odpowiedzialne za budowanie napięcia. Bo choć wizja utknięcia w niekończącym się labiryncie szkolnych kibli brzmi raczej jak kiepski żart, to przecież współczesny horror nieraz udowodnił, że najbardziej niepokojące rzeczy mogą kryć się w miejscach zupełnie zwyczajnych. Nawet jeśli tym razem drogę do wolności jest dosłownie gówniana..

To tyle na dzisiaj.
Mam nadzieję, że się Wam podobało!
Kuba „PlayStation Fanatyk”
