Lata 90. były dla pecetowych FPS-ów okresem, który dzisiaj bez większego zastanowienia nazwałbym jedną ze złotych er gatunku i żeby nie było, że rzucam słowa na wiatr to wystarczy wymienić choćby kilka produkcji, jak Wolfenstein 3D, Doom, Heretic, Hexen, Duke Nukem 3D, później pierwszy Quake itd. Co zabawne, jedną z pierwszych gierek, jakie przyniósł mi…
O tym, w co ostatnio grałem słów kilka — Psalm 5:9-13
Jeśli chodzi o budowanie strachu w grach, to przez lata wachlarz możliwości, którymi mogą posługiwać się twórcy, rozrósł się do całkiem fajnych rozmiarów. Można rzucić nam na kark paskudztwo złożone z samych zębów i kończyn, zasypać morderczymi maszkarami, jednocześnie pozostawiając nas z paczką fajek i scyzorykiem, kazać uciekać przed czymś, czego właściwie nie jesteśmy w…
O tym, w co ostatnio grałem słów kilka — Welcome to Kowloon
Nie wiem, jak wygląda to u Was, ale ja niespecjalnie przywiązuję wagę do tego, jak długa jest gra. Owszem, zdarzały się tytuły, przy których po zobaczeniu napisów końcowych zostawałem z pewnym niedosytem, ale nie jestem przekonany, czy wynikał on wyłącznie z czasu spędzonego przed ekranem, czy bardziej z tego, że w mojej głowie rysowałem obraz…
O tym, co czytałem słów kilka – Assassin’s Creed Black Flag: Resynced. Oficjalny Artbook
Moja kolekcja papierowych dóbr okołogrowych może nie należy do największych, ale jeśli jest w niej coś, dla czego zawsze znajdzie się miejsce na półce, to zdecydowanie są to artbooki, przy czym nie mam na myśli kilkudziesięciostronicowych książeczek dorzucanych do wszelakich edycji kolekcjonerskich i specjalnych, które zwykle przegląda się raz po otwarciu pudełka, po czym lądują…
Na radarze – Bread & Fred
Produkcje takie jak Bread & Fred zawsze wzbudzają u mnie jakąś iskrę zainteresowania, choćby dlatego, że co-op to moim zdaniem dziewiąty cud świata, jaki można znaleźć w giereczkowie. W grze przejmujemy kontrolę nad dwoma pingwinami związanymi liną, które próbują wspiąć się na szczyt zaśnieżonej góry – nie ma lekko, bo każdy skok trzeba odpowiednio wymierzyć,…
O tym, w co ostatnio grałem słów kilka — The Green Light
Scena indyków od lat udowadnia, że do stworzenia czegoś, co przyciągnie nas do ekranu nie zawsze potrzebna ogromnego zespołu programistów, budżetu liczonego w milionach i armii specjalistów od marketingu. Czasem wystarczy dobry pomysł, trochę talentu i absurdalna ilość samozaparcia. Przez ostatnie lata miałem okazję sprawdzić całkiem sporo produkcji przygotowanych przez zespoły, których liczebność można było…
