Nikogo chyba nie dziwi już fakt, że wydawcy coraz chętniej sięgają do katalogów nawet sprzed kilku dekad, dzięki czemu na rynek trafiają pełnoprawne remake’i, remastery, różnego rodzaju porty czy retro-kolekcje pozwalające tchnąć nowe życie w stare produkcje – jak choćby wspomniany tu przeze mnie jakiś czas temu City Hunter, który w swoim oryginalnym wydaniu nigdy nie opuścił Japonii.
Jednym z wydawców, który mam wrażenie szczególnie upodobał sobie tego typu projekty, jest QUByte Interactive, w którego portfolio znajdziemy między innymi Top Racer Collection, Jim Power: The Lost Dimension Collection czy VISCO Collection, które dla jednych są kawałkiem historii elektronicznej rozrywki, a dla innych brzmią niemal całkowicie obco. Do tego grona dołącza teraz Soccer Kid Collection.

Produkcja Krisalis Software zadebiutowała w 1993 roku na Amidze, a w kolejnych latach doczekała się wydań na wielu innych platformach, między innymi MS-DOS, SNES, Amiga CD32, 3DO czy PlayStation (co ciekawe cały „proces wydawniczy” trwał w zasadzie okrągłe 10 lat). Choć patrząc na okładkę lub sam tytuł – zwłaszcza w czasach, gdy gry wybierało się na giełdach, z półek sklepów albo z katalogów dołączanych do czasopism – można było odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z kolejną grą o piłce nożnej, rzeczywistość jednak wyglądała zgoła inaczej. Soccer Kid nie jest bowiem grą piłkarską, twórcy postanowili wykorzystać piłkę jako główny element mechaniki rozgrywki, osadzając całość w klasycznej platformówce, w której futbol stanowi jedynie motyw przewodni.
Sama fabuła jest prosta i mocno osadzona w klimacie platformówek z początku lat 90. Kosmici kradną Puchar Świata, który ostatecznie zostaje rozbity na fragmenty i rozrzucony po różnych krajach, a zadaniem tytułowego Soccer Kida jest podróż przez kolejne lokacje, zbieranie kart piłkarskich i odzyskiwanie utraconych części trofeum. Najważniejszym elementem rozgrywki, jest oczywiście mechanika kopania piłki przez naszego zawodnika. Soccer Kid nie ogranicza się tylko do biegania, skakania i eliminowania przeciwników w typowy dla gatunku sposób – piłkę można prowadzić, wybijać, podbijać, uderzać głową, wybijać się z niej jak z trampoliny i wykorzystywać ją do atakowania wrogów. Część przeszkód wymaga nie tyle refleksu, ile odpowiedniego ustawienia piłki, trafienia w konkretny punkt albo wykorzystania odbicia, by dostać się do niedostępnego wcześniej miejsca. Dzięki temu gra odróżnia się od wielu klasycznych platformówek z tamtego okresu.






Wydanie przygotowane przez QUByte Interactive zawiera dwie wersje Soccer Kid: SNES oraz MS-DOS. I tutaj pojawia się pierwszy zgrzyt, bo jak zdążyłem już wcześniej wspomnieć, przez w zasadzie dekadę, gra ta doczekała się wielu innych wersji, różniących się mniejszymi i większymi detalami. Kolekcja oczywiście została uzupełniona o współczesne udogodnienia typowe dla emulacji, tak że są tu zapisy stanu gry, ustawienia obrazu, filtry CRT, różne proporcje ekranu etc. Miłym dodatkiem są bonusy jak skany pudełek, instrukcji i materiałów promocyjnych (tak tak jestem stary i tęskno mi do czasów kiedy dodawano choćby manual w pudełku z grą).
Patrząc z perspektywy czasu, dochodzę do wniosku, że gdybym te kilkadziesiąt lat temu dostał „dyskietkę” z Soccer Kidem, prawdopodobnie spędziłbym przy niej długie godziny. Nie dlatego, że uważam tę grę za wybitną, ale dlatego, że były to czasy, w których grało się właściwie we wszystko, co tylko wpadło w ręce. Nie mieliśmy YouTube’a, recenzji publikowanych kilka godzin po premierze czy dziesiątek materiałów rozkładających każdą produkcję na atomy. Internet dla wielu z nas miał postać papierowych czasopism, dołączanych do nich dyskietek lub płyt czy gier przegrywanych od znajomych. O tym, czy dany tytuł okaże się świetny, przekonywaliśmy się dopiero w zasadzie po jego uruchomieniu.






Nie zamierzam oceniać samego Soccer Kida przez pryzmat współczesnych standardów, bo trudno porównywać ponad trzydziestoletnią produkcję do dzisiejszych gier, a umówmy się – wymagania graczy trzydzieści lat temu były po prostu nieco inne niż obecnie. W tym wszystkim moją uwagę najbardziej skupia jednak nie tyle sama gra, co proces wyboru produkcji, które otrzymują dziś podobne retro-kolekcje. Czy decydują o tym kwestie licencyjne, nacisk wydawców, a może coś zupełnie innego? Trudno powiedzieć i pewnie nigdy się tego nie dowiemy. A jeśli o mnie chodzi, gdybym sam miał wskazać gry zasługujące na podobny powrót, Soccer Kid nie znalazłby się nawet w pierwszej trzydziestce tytułów, które chętnie zobaczyłbym choćby w formie prostego portu.
Paradoksalnie gier jest dziś więcej niż kiedykolwiek, ale czasu na ich ogrywanie znacznie mniej. Być może właśnie dlatego nawet siła nostalgii nie była w stanie przyciągnąć mnie do Soccer Kida na dłużej. I chyba właśnie to najlepiej podsumowuje moje odczucia, bo Soccer Kid nie jest złą platformówką, a Soccer Kid Collection nie jest złym portem. Szkoda jedynie dość leniwego podejścia do samej kolekcji i pominięcia pozostałych wersji gry. Ostatecznie nie jest to jednak tytuł, który wywołałby u mnie większe emocje – ani wtedy, ani dzisiaj.

Podziękowania dla Wydawcy, QUByte Interactive za podrzucenie mi kodu na grę.
To tyle na dzisiaj.
Mam nadzieję, że się Wam podobało!
Kuba „PlayStation Fanatyk
