O tym w co ostatnio grałem słow kilka – Bloodborne.

Co prawda nie tak ostatnio ale niedawno zakupiłem grę po raz kolejny. Tak kolejny.. Bloodborne jest grą, którą do tej pory kupiłem jedynie trzy razy – premiera, GOTY, limitowany steelbook, i kiedyś mam zamiar kupić ją po raz kolejny (kolekcjonerka – oby). Dlaczego pałam tak silnymi uczuciami do tej gry, że pomimo, iż prawie połamałem swojego DualShock 4 to ciągle do niej wracam?
Zacznijmy od początku, grę zakupiłem razem z konsolą jako pierwszą grę od From Software w jakąkolwiek miałem zagrać, odpaliłem i jedyne co udało mi się zrobić po kilku godzinach to popełnić „rage quit”, a grę wrzucić do szafki i zapomnieć na kika miesięcy podczas których ogrywałem Wiedźmina 3. Jednak w końcu postanowiłem wrócić do Yharnam i stawić czoło wyzwaniu. Miasto zostaje spustoszone przez plagę, która przemienia wszystko co żyje w bestie, których jedynym celem jest zabijać. W sam środek tej przemiłej krainy trafiamy my jako łowca, ktorego zadanie wydaje się proste – dokonać ostatecznej czystki.
To jesteśmy w stanie dowiedzieć się podczas zwykłego grania, resztę fabuły musimy odkryć sami np. czytając opisy przedmiotów czy rozmawiając z napotkanymi NPCami.
Klimat gry jest ciężki i mroczny, mamy tutaj elementy steampunk’u i silne naleciałości gotyckie. Mechanika gry to lekko zmodyfikowana wersja tego, co do tej pory gracze mogli poznać w grach Japończyków – będziecie umierać i to sporo, już od samego początku, każdy zgon oznacza utratę „tętnień krwi”, które są tu ogólną walutą służącą do zakupu przedmiotów i podnoszenia statystyk postaci, jednakże możemy je odzyskać jeśli uda nam się wrócić do miejsca zgonu zanim coś zabierze je dla siebie – wtedy pozostaje nam wytropić i zabić posiadacza naszej własności. Gra premiuje bardziej agresywną rozgrywkę niż gry z serii Dark Souls, nadal aby pokonać niektórych przeciwników nie wystarczy iść na żywioł i trzeba choć trochę poznać ich zachowanie jednak np. w momencie gdy przeciwnik nas zrani, możemy odzyskać część utraconego życia poprzez kontratak. Do naszej dyspozycji gra oddaje nam cały arsenał broni przez co ilość sposobów na zabicie kolejnych przeciwników jest ogromna – broń palna, biała, jednoręczna, dwuręczna – każdy znajdzie tu coś dla siebie i swojego stylu zabijania.
Fani multiplayer czy walk PvP również odnajdą się tu doskonale – możemy przyzywać innych graczy do walki ramię w ramię, zostawiać im wskazówki na drodze lub zmierzyć się z nimi w pojedynku.

Plusy
– Rozgrywka
– Długość gry
– Zróżnicowani bossowie
– Różnorodny arsenał broni
– Atmosfera
– Sterowanie
– Grafika
– Historia
– Mnogość zakończeń
– Przeciwnicy
– Premiowane agresywne granie
– Poziom trudności

Minusy
– Poziom trudności
– Czasy ładowania

Dlaczego poziom trudności zaliczyłem do plusów jak i minusów? Może miał na to wpływ fakt, że jako laik gier z gatunku „soulslike” to z pierwszej lokacji wychodziłem jakieś cztery godziny a i tak nie mogłem się potem od niej oderwać. Bloodborne można kochać albo nienawidzić, więc jesli jesteś masochistą (Artur, Jasiek pozdrawiam) – czy to z zamiłowania czy z wyboru to musisz w to zagrać! A co do mnie, gra zajęła mi kilkadziesiąt godzin podczas, których umierałem niezliczoną ilość razy (nigdy nie zapomnie drogi przez mękę w Cainhurst) i była jednym z najbardziej satysfakcjonujących doświadczeń growych jakich doznałem od wielu miesięcy – nadal czeka na mnie jeszcze DLC i mam wielkie nadzieje, że podczas tegorocznego PlayStation Expirience zostanie zapowiedziane Bloodborne 2, tak, że Welcome Home Old Hunter.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s