O tym, w co ostatnio grałem słów kilka – Paradise Lost

Temat alternatywnej rzeczywistości, takiej która została zakrzywiona przez zmianę przebiegu pewnych wydarzeń historycznych lub potwierdzenie pewnych mniej lub bardziej szalonych teorii naukowych to nic nowego w świecie gier, co widać choćby po takich tytułach jak Wolfenstein czy Nine Witches: Family Disruption (o tej drugiej pewnie większość z Was nawet nie słyszała, prawda?). Podobny kurs postanowili obrać twórcy z PolyAmorous i oddali nam do dyspozycji wizję świata, w którym II Wojna Światowa potoczyła się kompletnie inaczej niż to znamy z podręczników do historii. Zapraszam do czytania!

Trafiamy do Polski roku 1980, jednak zamiast PRL-owskiej rzeczywistości, dostajemy to, co z niej zostało po tym, jak lata wcześniej, Naziści w obliczu możliwości przegrania wojny, postanowili zbombardować większość Europy, przy użyciu ładunków nuklearnych, jednocześnie schodząc do uprzednio przygotowanych bunkrów, w których Ci którzy przeżyli mają szykować się na ostateczne starcie z przeciwnikiem. Tu poznajemy naszego bohatera, dwunastoletniego chłopca imieniem Szymon, który przez splot pewnych wydarzeń, trafia do jednego z takich bunkrów.

Od samego początku, Paradise Lost stawia na narrację opartą o historię, spychając gameplay na margines. Mamy tutaj do czynienia z przygodówką/symulatorem chodzenia, w którym naszym jedynym zadaniem jest brnąć do przodu (a biorąc pod uwagę jak powoli porusza się nasz bohater, chwilę to zajmuje). Mechanika ogranicza się do okazjonalnego otwarcia drzwi, podniesienia jakiegoś przedmiotu i użycia go dwa metry dalej, czy pociągnięcia za jakąś dźwignię. Brak tutaj jakichkolwiek elementów zręcznościowych czy walki z przeciwnikami.

Co do wcześniej wspomnianej historii, to na samym początku nie wiemy w zasadzie nic, a to jak wiele z niej wyciągniemy, zależy w dużej mierze od nas, gdyż poza obowiązkowymi sekwencjami, które rzucają nam nieco światła na miejsce, w którym się znajdujemy, wydarzenia z nim związane, jak i powody, dla których Szymon tu trafił, po bunkrze rozrzucona jest masa notatek, dokumentów czy nagrań audio (które swoją drogą od razu skojarzyły mi się z audio-pamiętnikami z BioShocka).

Oprawa audiowizualna prezentuje się naprawdę nieźle, a jedyne słabe strony widoczne są w kilku cutscenkach, w których pojawiają się modele postaci. Wszystkie lokacje, zostały wykonane naprawdę szczegółowo i potrafią zrobić świetne wrażenie. Jeśli chodzi o udźwiękowienie to zarówno otoczenie, jak i przygrywająca w tle muzyka naprawdę pasują do zmiennego klimatu, jaki panuje w bunkrze.

Całość ukończyłem w jeden wieczór, na przestrzeni 3-4 godzin, co wydaje się wynikiem poniżej średniej. Jednak po ograniu gry muszę oddać jej to, że są to godziny wypełnione historią, a nie bezsensownie rozwleczone sekwencje przechodzenia z punktu A do punktu B (jak choćby w Final Fantasy VII Remake). Z tego, co zauważyłem po materiałach na YouTube, grę można ukończyć nawet poniżej 2 godzin, jedynak w mojej opinii, porzucenie dokładnej eksploracji, na rzecz skrócenia czasu przejścia, zabierze sporo z warstwy fabularnej gry.

Dla tych, którym wiecznie mało, twórcy przygotowali dwa zakończenia (tak w zasadzie to 4, ale różniące się jedynie drobnym szczegółem), jednak wspominam o nich tylko z kronikarskiego obowiązku — za każde otrzymamy osobne trofeum — gdyż poznałem wszystkie i szczerze mówiąc, szkoda czasu na ponowne przechodzenie gry tylko dla alternatywnego końca tej historii.

Gra posiada angielski dubbing i polskie napisy i tu pozwolicie, że zatrzymam się na chwile, gdyż nie do końca chyba rozumiem co tu się stało. Same wypowiadane kwestie wypadają strasznie drętwo, nawet kiedy dotyczą spraw, obok których nie da się przejść obojętnie jak np. wykorzystywanie seksualne, masowe mordy czy nazistowskie eksperymenty. Kolejnym elementem, który mnie niesamowicie drażnił było wtrącanie polskich słów — wiecie, taki trochę „Ponglisz”, i szczerze to nie bardzo rozumiem, jaki jest sens tego zabiegu (swoją drogą, jeśli ktoś ma jakąś sensowną teorię na ten temat to chętnie o tym podyskutuję).

Paradise Lost pozwala nam zanurzyć się w alternatywnej rzeczywistości w klimacie postapo i ciekawej historii, opowiadającej o tym, do czego prowadzi desperacka chęć przeżycia. Faktem jest, że założenia projektu chyba nieco przerosły ekipę z PolyAmorous, co nieco odbiło się na końcowym efekcie, jednak jak na debiut to poziom wykonania jest bardziej niż przyzwoity. Mam ogromną nadzieję, że Warszawiacy nie złożą broni i jeszcze o nich usłyszymy.

Niewątpliwą zaletą jest również cena, gdyż aktualnie grę możecie zakupić na PlayStation Store za 63 PLN (+ dodatkowa zniżka 20% dla posiadaczy PS Plus), co wydaje mi się naprawdę uczciwą ceną za to co dostajemy.

Na koniec chciałbym podziękować wydawcy All in! Games oraz autorom gry – PolyAmorous Games, za sprezentowanie mi kopii do recenzji.

To tyle na dzisiaj.
Mam nadzieję, że się Wam podobało!
Kuba „PlayStation Fanatyk”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s