Powrót do przyszłości – TimeSplitters Future Perfect

Dzisiaj na warsztat weźmiemy jedną z moich ulubionych i niedocenionych produkcji na PlayStation 2 – TimeSplitters Future Perfect. Zacznijmy od tego, że kiedyś FPS’y, były raczej domeną PC, a nie konsol – nie znaczy to oczywiście, że takowe nie powstawały bo na PSX mieliśmy np. Medal of Honor, Hexen, Final Doom czy choćby Star Wars: Dark Forces – więc kiedy przychodziło do wyboru kolejnej gry do ogrania, jakoś zwykle je pomijałem. Wszystko zmieniło się kiedy po raz pierwszy odpaliłem Killzone i Black, ale o nich pogadamy może innym razem, wróćmy do tytułu z nagłówka. Z serią TimeSplitters po raz pierwszy zetknąłem się jakieś 15 lat temu, krótko po premierze trzeciej odsłony, kiedy to pewnego razu przyjechałem w odwiedziny do mojego kuzyna i okazało się, ze ten niedawno dostał PlayStation 2. W tamtym czasie byłem raczej zapalonym PCtowcem, więc niezbyt ogarniałem to co pokazywało się na konsolach w tamtym czasie. Po chwilach zachwytu samą konsolą, przyszedł czas żeby w coś w końcu zagrać i tak do napędu trafiła płytka Verbatima (#pirackaarmada) z nabazgranym markerem, napisem TimeSplitters. Pamiętam, że gra zrobiła na mnie piorunujące wrażenie (choć z racji przyzwyczajenia do myszy i klawiatury, raczej nie szło mi najlepiej), głównie za sprawą rozbudowanego arsenału, misji dziejących się w różnych punktach na osi czasoprzestrzeni i tego, że całość można było ograć na podzielonym ekranie – dosłownie zbierałem szczękę z podłogi. Niestety mój zachwyt został szybko ostudzony, gdyż czas naszej wizyty u mojej rodzinki dobiegł końca zanim udało nam się przejść grę, a ja o niej samej zapomniałem na długie lata. Zróbmy tutaj małą pauzę i zanim znowu się zapędzę w moich wspominkach, to może pokrótce przestawię Wam o czym w ogóle jest ta gra.

Time Splitters Future Perfect to już trzecia (i niestety na ten moment ostatnia) część z serii FPS’ów, stworzonych przez Free Radical Desing (do którego należeli min. byli pracownicy Rare). W grze wcielamy się w sierżanta Cortez’a, który po swoich wojażach przez różne strefy czasowe, których celem było zebranie artefaktów znanych jako „Time Crystals”, wraca do siedziby Marines i otrzymuje nowe zadanie – użyć zebranych kryształów aby cofnąć się w czasie, dowiedzieć się skąd pochodzą, i zapobiec toczącej się wojnie między ludzkością a złymi TimeSplitterami. Sam scenariusz raczej do szczególnie innowacyjnych nie należy, ale to nie on gra tu pierwsze skrzypce, a gameplay, który jest po prosty czystym złotem.

Zacznijmy do trybu single-player, motyw podróży w czasie umożliwił twórcom wpakowanie ogromnej ilości contentu na przestrzeni kilku godzin. Nasz bohater podróżuje przez różne etapy historyczne gdzieś pomiędzy 1924 a 2401 rokiem, wybijając kolejne hordy przeciwników, korzystając przy tym z broni zgodnej z czasem i miejscem – mamy więc do dyspozycji rewolwery, broń automatyczną, wyrzutnię rakiet, karabiny laserowe, wyrzutnia harpunów, granaty, sztucery, kij baseball’owy i wiele wiele innych, innymi słowy każdy znajdzie tu coś dla siebie. Całość podzielona jest na 13 etapów, których przejście zajmuje gdzieś między 6 a 10 godzin. Wisienką na torcie jest fakt, że całą kampanię można ukończyć na splitscreenie, co swoją drogą dzisiaj jest takim ogromnym odkryciem w nowych grach…

Kolejnymi, dość istotnymi dostępnymi trybami są Arcade League i Challenges – oba w zasadzie bardzo podobne do siebie. W pierwszym z nich dostajemy gotowy scenariusz gry i sprecyzowany cel jaki musimy osiągnąć, a każda rozgrywka kończy się podsumowaniem i odznaczeniem – zdobyć można brązowy, srebrny, złoty oraz platynowy medal. Całość podzielona jest na trzy ligi – amatorska, honorowa i elitarna – a w każdej musisz zdobyć przynajmniej brąz w każdym wyzwaniu, aby odblokować kolejną. Challenges w zasadzie się bardzo nie różni, poza tym, że wymagane do spełnienia cele bywają nieco bardziej absurdalne. Jak wspomniałem, oba te tryby są ważne dla całego doświadczenia, gdyż to właśnie dzięki nim możemy odblokować kolejne mapy, bronie czy postacie, które możemy potem wykorzystać w projektowaniu naszej rozgrywki, a jest co odblokowywać bo twórcy przygotowali blisko 150 postaci, ponad 30 rodzajów broni czy 20 map.

Jednak to nie single player stanowi największą siłę TimeSplitters Future Perfect, a multiplayer (zarówno sieciowy jak i offline), który sprawił, że ta gra wryła się na zawszę w moją głowę. Nie policzę ile godzin przetłukliśmy w multi razem z moim współlokatorem ze studiów. Nasz typowy dzień przez pewien okres czasu wyglądał w zasadzie tak, że ten który wrócił wcześniej do domu szykował coś do żarcia, drugi zaś miał bojowe zadanie zdobycia browarów – kiedy oba te questy były zakończone sukcesem, siadaliśmy przed telewizorem i traciliśmy kontakt z rzeczywistością na najbliższe kilka (lub kilkanaście) godzin. Ogrom dostępnych opcji customizacji każdej kolejnej rozgrywki sprawia, że nie sposób się nudzić – możemy wybrać rodzaj rozgrywki, postać, bronie, ilość botów, mapy. Pamiętam, że z czasem sami wymyślaliśmy sobie wyzwania, podobne do tych z trybu Arcade League/Challenges, gdzie wybieraliśmy konkretną mapę oraz zestaw broni i np. jedynie zaliczaliśmy fragi zdobyte poprzez headshoot z railguna.

Jeśli komuś nadal mało to Free Radical Design załączyli również całkiem rozbudowany edytor poziomów.

Zanim usiadłem do tego tekstu, odpaliłem sobie ponownie TimeSplitters Future Perfect i po prostu odpałem, ogrywając mapę za mapą i wyzwanie za wyzwaniem – ostatni raz grałem w to jakieś 10 lat temu a mimo to czułem jakby to było wczoraj. Owszem, dzisiaj grafika rodem z Unreal Tournament nie wygląda to już najlepiej, sterowanie może być miejscami uciążliwe ale pomysł, ilość postaci, map, wyzwań, uzbrojenia, tryb multiplayer i ogólna miodność jaka płynie z gamplay’u, moim zdaniem po prostu przyćmiewają wszystkie wady i nadal podtrzymuję, że TimeSplitters to TOP tego w co można zagrać na PlayStation 2. Ogromna szkoda, że Time Splitters 4, nad którym rzekomo pracowano, nigdy nie doszedł do skutku – mając na uwadze obecne możliwości konsol, mogłoby z tego być coś naprawdę dobrego…

PS. Jeśli nie macie w domu PS2, to TS Future Perfect ukazało się również na Gamecube i Xbox, poszczególne wydania różnią się nieco między sobą ale koniec końców core jest dokładnie taki sam 🙂

Mam nadzieję, że się Wam podobało.
Do następnego!
Kuba „PlayStation Fanatyk”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s