O tym w co ostatnio grałem słów kilka – Dirge of Cerberus: Final Fantasy VII.

Legendę i sławę jaką otoczona jest siódma odsłona Final Fantasy zna praktycznie każdy, nawet jeśli w nią nie grał, gdyż sama gra widnieje praktycznie w każdym zestawieniu najlepszych na pierwsze PlayStation, najlepszych jRPG czy najlepszych Final Fantasy. Jeden z największych i przełomowych dla świata gier projektów w dziejach – ponad 40sto milionowy budżet i setki pracujących nad nim osób – choć dzisiaj te liczby nie robią wrażenia (wystarczy zobaczyć jaki budżet miało np. GTA5 lub Wiedźmin 3), to w 1997 roku szczękę z podłogi podnosił każdy zainteresowany tematem. Square Enix zdawało sobie z tego sprawę, co spowodowało powstanie całej kompilacji Final Fantasy VII – produkcji opartych o historię i bohaterów z gry: „Before Crisis: Final Fantasy VII” wydane na telefony komórkowe (produkcja nigdy nie opuściła Kraju Kwitnącej Wiśni), animacja CGI „Advent Children”, „Dirge of Cerberus” wydane na PlayStation 2 oraz „Crisis Core” na Playstation Portable (może i o niej kiedyś coś dla Was napiszę).

Wracając do samego DoC, kiedy ktoś słyszy nazwę Final Fantasy to pierwszym skojarzeniem jest zapewne jRPG – i jest to w zasadzie słuszne, jednak w tym wypadku mamy do czynienia z czymś zupełnie odmiennym, mianowicie strzelanką TPP w uniwersum Final’a (podobny zabieg widzieliśmy już min. w Command & Conquer Renegate czy skasowanym StarCraft Ghost).

//Ciekawostka 1 – tytuł gry Dirge of Cerberus wzięła się min. od pierwszych szkiców bohatera i jego podstawowej broni – rewolweru z trzema lufami zwanego właśnie Cerberem, nawiązujac w ten sposób do greckiej mitologii.//

Fabuła gry toczy, się trzy lata po wydarzeniach z FF7 w mieście Kalm, a naszym protagonistą jest Vincent Valentine, którego mogliśmy poznać w siódmej odsłonie gry. Właściwa akcja ma miejsce w momencie zaatakowania miasta przez Deepground Soldiers – oddziału, który powstał jako wynik tajnego projektu korporacji Shin-Ra, któremu przewodził profesor Hojo), szukają oni artefaktu zwanego „protomaterią”, w której posiadaniu jak się możecie domyśleć jest właśnie Vincent.
Zadanie wydaje się proste – ocalić miasto i zniszczyć antagonistów – niby tak, jednak całą historię docenią najbardziej Ci, którzy grali w Final Fantasy VII wcześniej, pamiętają postać Vincenta i historię, o której wspominał. W trakcie mamy okazję wrócić do znanych z „siódemki” lokacji, takich jak Shinra Manor czy Midgar. Klimat całej gry utrzymany jest w mrocznym klimacie – co idealnie pasuje do przeszłości naszego bohatera.
Sama rozgrywka nie jest niczym skomplikowanym, brniemy do przodu przez kolejne lokacje, zabijając przy tym hordy przeciwników, zbieramy klucze odblokowujące przejścia aby finalnie dość do etapu gdzie do pokonania mamy jednego z bossów, których spotkamy kilka – elitarny oddział Tsviets. Do dyspozycji oddano nam kilka rodzajów broni krótko i długo-lufowej oraz możliwość walki wręcz. Pojedynki, mimo że czasem dość powtarzalne, mogą wyglądać dość efektywnie, co miejscami przypominało mi świetnego Devil May Cry od Capcom’u.

//Ciekawostka 2 – we wczesnych szkicach projektu gry, wybierając głownego bohatera brano pod uwagę wszystkie postacie posługujące się bronią palną. Tetsuya Nomura wybrał Vincenta z racji jego wampirzej charakterystyki i chęci dodania do gry znanego graczom ataku „limit break” – „Galian Beast”.//

Gra składa się z kilku rozdziałów, po każdym z nich podliczane zostają nasze poczynania oraz zostaje nam przyznana ocena za całokształt stylu gry. Im lepsza ocena na koniec rozdziału tym większą ilość złota i doświadczenia możemy uzyskać. Złoto możemy wydawać min. na przedmioty leczące, modyfikacje broni, przedmioty specjalne czy wymienić na doświadczenie, podnosząc tym samym statystyki i poziom Vincent’a. Grę można ukończyć w jakieś 6-8 godzin, jeśli to dla kogoś za mało to twórcy oddali nam do dyspozycji sporo misji pobocznych, które odblokowują się po zakończeniu głównej historii, a ich przejście może zająć sporo czasu.
Co do aspektów graficznych to nie będę się nad tym rozwodził, gra ma już swoje lata i od tamtego czasu sporo się zmieniło, wspomnę jedynie o przerywnikach filmowch, które zotały zrealizowane w technologii CGI i nawet po 10 latach wyglądają niesamowicie!

//Ciekawostka 3- Amerykańska i europejska premiera gry była bardzo opóźniona gdyż twórcy byli niezadowoleni z końcowego efektu. Dostępny w japońskiej wersji tryb multiplayer został zastąpiony misjami dodatkowymi.//

Plusy:
– Rozgrywka
– Vincent!
– Przerywniki filmowe CGI
– Różnorodność uzbrojenia i modyfikacji
– Dodatkowe misje

Minusy:
– Ktoś kto nie grał w FF7 może mieć problem ze zrozumieniem pewnych aspektów historii
– Mała różnorodność przeciwników
– Niski poziom AI przeciwników

//Ciekawostka 3 – Vincent tak naprawdę miał nie pojawić się w Final Fantasy VII (podobnie jak Yuffie), gdyż developerom zabrakło czasu aby zaplanować dla nich odpowiednie tło fabularne – ostatecznie jak wiemy trafił on do gry jako postać opcjonalna, a w rzeczywistości to można było ukończyć grę nawet nie wiedząc, że ktoś taki istnieje.//

Czy gra jest warta ogrania? Czy eksperyment z przeniesieniem świata jRPG na strzelankę był udany? Coż, na to pytanie trudno jest odpowiedzieć, myślę, że grę najbardziej docenią fani legendarnej siódemki z racji powiązań fabularnych i znanych bohaterów, natomiast fanom strzelanek/slasher’ów polecam zainteresować się bardziej, choćby wspomnianym wcześniej Devil May Cry. W moim odczuciu takie też było przeznaczenie gry i jej grupa docelowa na rynku – nie bez powodu jest ona tylko częścią całej kompilacji, a nie całkowicie odrębnym spinoff’em serii.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s