O tym, w co ostatnio grałem słów kilka – Night Book

Historia gier z gatunku Full Motion Video — lub jak kto woli FMV — sięga lat 80., kiedy to do salonów gier zaczęły trafiać gry na tak zwanych „Laser Discs”. Tym, co wyróżniało je na tle innych produkcji (oprócz nośników przypominających winyle), i od czego wzięła się nazwa całego gatunku, były ogromne ilości scenek nagranych z żywymi aktorami. Choć aktualnie, w obliczu niemalże fotorealistycznych produkcji nie robi to w zasadzie żadnego ważenia, tak w tamtych czasach to było COŚ! Sam gatunek przeżywał swoje najlepsze chwile w momencie, kiedy pod strzechy graczy trafiły pierwsze napędy CD. Twórcy dosłownie zachłysnęli się pojemnością tych odblaskowych kawałków plastiku i upychali na nich jak najwięcej się dało, zarówno jeśli chodzi o zwykłe cutscenki jak i całe produkcje oparte na koncepcie FMV — świetnym przykładem jest choćby przygodówka Black Dhalia, która zajmowała 8 płyt CD! (a teraz ludzie są zaskoczeni, że taki Final Fantasy VII Remake zajmuje 2 płyty bluray).

Mogłoby się wydawać, że tego typu produkcje to relikt przeszłości a informacje o nich zostaną odnalezione za kilkaset lat jako antyczne ryciny. Jak się okazuje, nic bardziej mylnego, gdyż za sprawą rynku indie, pojawiają się zarówno reedycje/porty sprzed lat — jak na przykład Night Trap na PlayStation 4, który oryginalnie wydany był bodajże na Segę CD (konsolę, która notabene może być uznana za kopalnię gier FMV) w okolicach 92′ roku — jak i całkowicie nowe produkcje. Tu na scenie pojawia się studio Wales Interactive, które w ostatnich latach wypuściło takie gry jak: The Bunker; The Complex; Five Dates; I saw Black Clouds; czy Late Shift. Wszystkie te produkcje łączy fakt, że są one grami Full Motion Video z krwi i kości, zbudowanych zgodnie ze staro-szkolnym rzemiosłem, a ich najnowsza gra — Night Book — trafiła na rynek zaledwie kilka dni temu.

Bohaterką wydarzeń, o których za chwilę więcej, jest niejaka Loralyn, młoda przyszła mama i żona, która próbuje swoich sił w karierze tłumacza języka francuskiego, pracując na nocną zmianę. Oprócz obowiązków zawodowych zajmuje się ona również swoim ojcem, który sprawia wrażenie nie do końca stabilnego psychicznie, co objawią się głównie gadaniem niezrozumiałych rzeczy, waleniem w ściany i odmawianiem wyjścia z pokoju. Jakby tego było jeszcze mało, to jej narzeczony musiał wyjechać w delegację, gdyż jego firma stara się przekształcić tajemniczą wyspę w luksusowy kurort.

O ile na początku Loralyn zdaje się nad wszystkim panować, sytuacja ulega skomplikowaniu podczas kolejnego zlecenia. W ów zleceniu przewija się bowiem tajemnicza księga, zapisana w martwym już języku, który jak się okazuje nasza bohaterka zna całkiem nieźle (dlaczego i skąd to już pozostawię Wam do odkrycia). Wydaje mi się, że możecie się domyślać co się stało chwilę później — Loralyn tłumacząc kilka wersów, przywołuje do naszego świata starożytne demony, które nie należą do zbyt przyjaznych. Teraz musi ona wymyślić sposób jak odesłać je skąd przyszły i uchronić swoją rodzinę przed ich gniewem.

Cała mechanika gry to właściwie klasyka FMV i sprowadza się do oglądania kolejnych scenek z aktorami, przerywanych ograniczoną czasowo pauzą, podczas której musimy dokonać wyboru (z myślą o streamerach twórcy zaimplementowali również tryb, w którym nie ma limitu czasowego). To, co niezmiernie cieszy to fakt, że wybory mają rzeczywiście znaczenie i często nie są tak oczywiste jakby się mogło wydawać. Wadą natomiast jest to, że są do dosłownie wyboru zero-jedynkowe i brak tu choćby jakichś prostych zagadek logicznych czy kombinacji do ułożenia.

Ciekawie natomiast wypadł sam setting gry, gdyż całość obserwujemy z poziomu laptopa naszej tłumaczki, mając dostęp do jej wideo-rozmów, emalii, przeglądarki czy kamer bezpieczeństwa w jej mieszkaniu. Na koniec każdego przejścia dostajemy tablicę ze statystykami, na której możemy sprawdzić ilość odblokowanych scenek oraz opcjonalnych znajdźek. Ciekawostką jest to, że cała produkcja została zrealizowana zdalnie z powodu obecnej pandemii koronawirusa.

Pojedyncze ukończenie gry zajmuje gdzieś około 30-45 minut, co wydaje się wręcz absurdalnie krótkim czasem gry (ba w serii Metal Gear Solid pewnie znajdą się dłuższe przerywniki filmowe), jednak mamy tutaj 15 różnych zakończeń i ponad 200 nagranych scenek, więc jeśli będziecie chcieli zobaczyć je wszystkie, to czas ten ulegnie zwiększeniu.

Granie w Night Book przypominało mi nieco oglądanie horroru klasy B sprzed kilkunastu lat, gdzie częściej bywa po prostu śmiesznie niż strasznie. Najciekawsze jest w tym wszystkim to, że bawiłem się przy tym naprawdę świetnie, szczególnie za którymś tam razem, kiedy to wraz z moim szwagrem sprawdzaliśmy „co się stanie jeśli wybierzemy tę odpowiedź a nie tamtą” i komentowaliśmy to co się dzieje na ekranie.

Podsumowując, jeżeli mieliście nadzieję, na coś, co was rzeczywiście przestraszy, to rozczarujecie się po całości, jeśli jednak jesteście tak starzy jak ja, pamiętacie (a może nawet lubicie) gatunek gier FMV i chcecie się po prostu odprężyć przed konsolą to jak najbardziej warto zainteresować się tym tytułem — szczególnie że na premierę wyceniony został na około 50 PLN. Co ciekawe grało mi się tak dobrze, że postanowiłem przewertować PS Store w poszukiwaniu kolejnych gier FMV, więc za jakiś czas możecie się spodziewać więcej tego typu recenzji ode mnie.

Na koniec chciałbym podziękować ekipie z Wales Interactive za podrzucenie kopii do recenzji.

To tyle na dzisiaj.
Mam nadzieję, że się Wam podobało!
Kuba „PlayStation Fanatyk”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s