Czas wygrzebać kilka trupów z szafy i wrócić do moich growo-recenzenckich zaległości. Tym bardziej biję się w pierś, gdyż „premiera” tytułu, o którym dzisiaj chciałbym pogadać, powodowała u mnie dość sporą ekscytację, a jak widać potrzeba było ponad roku, żeby mój wywód na jej temat ujrzał światło dzienne (co gorsza nie jest to pojedynczy przypadek,…
