Wydaje mi się, że dzisiejszy tekst, będzie ciekawy pod pewnymi względami, zarówno dla mnie, jak i dla Was, gdyż tytuł, o którym chcę pogadać, był mi zupełnie obcy i pomimo 3ki w nazwie, było to moje pierwsze zetknięcie z tą serią. Dodatkowo moją ignorancję w temacie podkręca fakt, że ostatnimi wyścigami motocyklowymi, w jakie miałem okazję zagrać, było … Road Rash z 1995 roku (i nie ma co ukrywać, wyścig nie był tam główną atrakcją, dla której się odpalało tę grę). Tak więc, jeśli jesteście ciekawi co kompletny amator w tym temacie ma do powiedzenia na temat TT Isle of Man: Ride on the Edge 3 od ekipy KT Racing — RaceWard Studio, to zapraszam do czytania!

Zaczniemy od ciekawostki, dla tych którzy z wyścigami motocyklowymi mają wspólnego tyle samo co i ja — czyli absolutne NIC (a dla całej reszty to, co za chwilę jest pewnie oczywistą oczywistością) . O ile podtytuł Ride on the Edge, choć bardzo trafny i adekwatny do sytuacji, jest zmyślony przez twórców gry, tak TT Isle of Man to nazwa RZECZYWISTEGO wyścigu. I tutaj ponownie wykażę się swoją kompletną ignorancją tematu i pozwolę sobie przeklepać Wam kilka słów prosto z Wikipedii.
International Isle of Man TT (Tourist Trophy) Race – wyścigi motocyklowe rozgrywane niemal nieprzerwanie od 1907 roku na Wyspie Man. Przez wiele lat uważane za jeden z najbardziej prestiżowych wyścigów motocyklowych na świecie. Wydarzenie to w latach 1949–1976 było częścią FIM Motocyklowych Mistrzostw Świata. Następnie w związku z kontrowersjami związanymi z bezpieczeństwem impreza wypadła z kalendarza Mistrzostw 1977. Aby zachować status wyścigów międzynarodowych w latach 1977–1990 The Isle of Man TT Races została utworzona nowa formuła wyścigów: Formuła TT. Od 1989 wyścigi są rozgrywane pod egidą Departamentu Turystyki Wyspy Man jako Isle of Man TT Festival.
Co ciekawe, tegoroczny wyścig zaczyna się już jutro i potrwa do 10 czerwca 🙂
Zwykle w moich recenzjach można znaleźć akapity typu „Histora wrzuca nas… Fabuła toczy się wokoło”, ale w tym przypadku to sobie daruję, bo TT Isle of Man stawia na „realizm” i nie uświadczymy tutaj rzeczy typu „Samotny jeździec staje w szranki z najlepszymi zawodnikami w najbardziej wymagającym wyścigu na świecie”. Tzn. no może nie do końca, gdyż mamy tu coś w rodzaju kariery, ale wymusza on wybranie konkretnego zawodnika i maszyny (nie ma opcji zamiany motocykla między zawodnikami, ale za to pozostawiono spore pole do popisu, jeśli chodzi o modyfikacje, które często będą miały bardzo duży wpływ na zachowanie się maszyny podczas wyścigów). Łącznie dostajemy 38 oficjalnych motocyklistów z 21 motocyklami w klasie Superbike (maszyny o pojemności 1000 cm3) i 17 w Supersport (600-750 cm3). W obu kategoriach/sezonach chodzi dokładnie o to samo, aby przejechać serię wyścigów, wyzwań (zarówno obowiązkowych, jak i opcjonalnych, a tych tutaj nie brakuje) i finalnie stanąć do walki o zwycięstwo w najważniejszym wydarzeniu. Ciekawym rozwiązaniem jest to, że możemy przełączać się płynnie pomiędzy sezonami, jednocześnie rozgrywając je kompletnie innymi zawodnikami.


Tu pozwolę sobie na małą dygresję, gdyż zbierając nieco informacji, natknąłem się na narzekanie graczy, którzy rozczarowani byli ograniczoną ilością trybów gry, a głos ten był na tyle głośny, że spowodował nawet komentarz twórców, którzy wyjaśnili, że w ROTE3, chcieli skupić się na trybie swobodnej jazdy oraz na dopracowaniu wszystkich aspektów fizyki gry, co finalnie przełożyło się na oddaną graczom zawartość — tu pisząc ten fragment, nasunęło mi się pewne pytanie. Preferujecie, krótsze, ale za to bardziej dopracowanie doświadczenie growe? Czy może przymykacie oko na pewne niedoskonałości, jeśli tylko w zamian dostaniecie kilka dodatkowych godzin gry?
To, co bardzo spodobało mi się w TT Isle of Man, to możliwość swobodnego poruszania się po wyspie i wyboru zmagań, w jakich chcemy wziąć udział (przy czym możemy dojechać na miejsce sami lub przenieść się tam automatycznie, prosto z mapy). Opcja ta daje możliwość oswojenia się z maszyną, na której przyjdzie się nam ścigać i potrenowania, zanim przystąpimy do właściwego wyścigu. Dodatkowo spełnia on też inną rolę, mianowicie po wyspie rozsiane są znajdźki, które przybliżą nam nieco temat TT. Swoją drogą, pamiętam jak wielkie było moje rozczarowanie, kiedy odpaliłem NFS ProStreet zaraz po ograniu Most Wanted i Carbon, tylko po to, aby odkryć, że wykastrowano (tak tak wiem, że zmiana całej konwencji etc. ale „ni czas to, ni miejsce”, może kiedyś wrzucę wpis dedykowany NFS, to wtedy sobie podyskutujemy) tę odsłonę z opcji „free ride”. Nie bez znaczenia jest tu również fakt, że poszczególne trasy zostały tu odwzorowane w zasadzie 1:1, na podstawie ostatnich dostępnych danych (sezon 2022), co robi ogromne wrażenie i pokazuje jak bardzo skrupulatni i przywiązani do detali byli twórcy podczas tworzenia gry.



Oprócz mnogości wyścigów, wyzwań, zawodników i motocykli dochodzi jeszcze jeden bardzo ważny aspekt, mianowicie prowadzenie. Tu nastąpiło moje zderzenie się z kulą do wyburzania, kiedy to bez sprawdzania jakichkolwiek ustawień, rozpocząłem jazdę od odkręcenia manetki do oporu…aby pięć metrów później rozpłaszczyć się na betonie jak żaba przejechana przez walec. Po otrząśnięciu się z początkowego szoku zacząłem przeglądać wszystkie możliwe opcje i już po chwili zrozumiałem, że nie będzie tutaj miękkiej gry. Sam poziom trudności podzielony jest na dwie części — ustawienia SI przeciwników oraz poziomy symulacji, który ma bezpośredni wpływ na to, jak zachowuje się nasz motocykl. Do tego dochodzą możliwości sterowania kontrolą trakcji, systemu ABS, ustawienia kontroli hamulców, skrzyni biegów czy nawet pozycji naszego zawodnika na maszynie podczas przyśpieszania. Ogólnie miałem trochę wrażenie, jakbym odpalił wyścigi tworzone przez autorów Souls-like’ów — wyzwanie ogromne, ale satysfakcja z bezbłędnego pokonania wyścigu (nie mówiąc o zwycięstwie) jeszcze większa.



Jeśli chodzi o oprawę-audiowizualną, to rzuca się nieco w oczy fakt, że mamy jakby dwa plany — trasę i naszego zawodnika na stalowej maszynie oraz otoczenie. O ile to pierwsze zachwyca tak to drugie nie dość, że wygląda jakby żywcem wyjęte sprzed kilku generacji, to dodatkowo po jakimś czasie staje się nieco oklepane i wyprane z różnorodności, Widać, że twórcy po prostu postanowili dopracować pewne elementy kosztem innych, ale w tym konkretnym przypadku nie ma to zbyt wielkiego znaczenia, bo jak już mogliście zauważyć, liczy się tutaj skupienie, wiec siłą rzeczy na pewne niuanse nie będziecie zwracać uwagi podczas gry (no, chyba że jesteście fanami trybu fotograficznego, który również został tu zaimplementowany, to wtedy może to Was nieco boleć). Oprawa dźwiękowa jest natomiast bezbłędna, a dodatkowo wykorzystuje możliwości Dualsense — choćby poprzez słyszalny pisk opon wydobywający się z głośnika.
Osobiście, bardzo cieszy mnie fakt, że twórcy poświecili trochę czasu na zaimplementowanie możliwości pada w swoim tytule, bo pamiętam swoje obawy po przedstawieniu nowego kontrolera Sony, na temat tego, czy producenci gier będą starać się wykorzystać nowe sposoby na zwiększenie immersji w tytułach na PlayStation 5, czy pozostanie to domeną gier „domowych” od Sony. Tu natomiast możemy się rozkoszować adaptacją nacisku, czy haptycznymi wibracjami np. podczas zmiany biegu. A i bym zapomniał, o kwestii która często i gęsto wywołuje dyskusje wśród graczy — TAK są tu dostępne napisy w naszym rodzimym języku. Z jednej strony można sobie zadawać pytania, czy w grze traktującej o wyścigach ma to jakiekolwiek znaczenie, z drugiej zaś wydaje mi się, że może to cieszyć choćby w kontekście wcześniej wspomnianych znajdźiek.



Czasem o grach mówi się „Easy to play, hard to master”.. w moim przypadku, do TT Isle of Man: Ride on the Edge 3 bardziej pasuje „Hard to play, even harder master”. Tu nie ma miękkiej gry i moje pseudo umiejętności wyrobione na arcade’owych wyścigach mogłem sobie schować w kieszeń. Grając w ten tytuł, można śmiało mówić kolekcjonowaniu mocnych wrażeń, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych (bo nic tak nie frustruje, jak wywalenie się w ostatnim momencie w wyścigu na czas i pogrzebanie idealnego przejazdu czy spartolenie startu). Jeśli tak jak jesteście raczej casualowymi fanami wszelkiego rodzaju wyścigówek i bliżej Wam do nieskomplikowanego wciskania pedału/przekręcania manetki gazu, to możliwe, iż nie jest to tytuł dla Was. Jednakże jeśli wyścigi motocyklowe to Wasz konik, a w żyłach płynie Wam benzyna, lub po prostu lubicie wyzwania, to zdecydowanie jest to coś, co powinno spełnić wszelkie oczekiwania.

Ogromne podziękowania dla firmy Retall za podrzucenie mi gry do sprawdzenia.
To tyle na dzisiaj.
Mam nadzieję, że się Wam podobało!
Kuba „PlayStation Fanatyk”
