O tym, w co ostatnio grałem słów kilka – Saint Kotar

Jeśli obserwujecie mnie od jakiegoś czasu, to raczej nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, kiedy powiem, że przygodówki point’n’click oraz horrory, to dwa gatunki, których jestem ogromnym fanem. O ile ten drugi ma się całkiem nieźle na scenie mainstreamowej (choćby dzięki powrotom kultowych straszaków na nowych platformach), tak mam wrażenie, że klasyczne przygodówki zostały nieco zapomniane przez twórców. Tak się złożyło, że ekipa z Red Martyr Entertainment postanowiła połączyć oba te gatunki, zebrać nieco funduszy na Kickstarterze i dać graczom Saint Kotar. Czy to połączenie zdało egzamin? Zapraszam do sprawdzenia!

Historię poznajemy z perspektywy dwóch mężczyzn – duchownego Benedeka oraz jego szwagra Nikolaya, którzy przybyli do odludnego miasteczka gdzieś na pustkowiach Chorwacji wraz z siostrą tego pierwszego. Pozornie niewinna, i nie do końca jasna wycieczka zamienia się w podróż z piekła rodem, kiedy Viktoria znika, a cała 3ka zostaje uwikłana w religijno-okultystyczną historię z tajemniczą postacią Ivana Kotara, rytualnymi morderstwami i kanibalistyczną sektą w tle. Ich wiara, zarówno związana z religią jak i własną rodziną zostaje wystawiona na ogromną próbę, kiedy zaczynają odkrywać tajemnice miejsca do którego przybyli oraz jego mieszkańców.

Fabuła to zdecydowanie najmocniejszy punkt tej produkcji i ogromne wrażenie zrobił na mniej fakt, że scenarzyści nie poszli na łatwiznę, kupując prawa do jakieś marki czy tworząc „duchowego następcę”, a postanowili stworzyć kompletną „mitologię” od podstaw, która finalnie okazała się spójna i ciekawa w odbiorze. Faktem jest, że poprowadzenie jej miewa swoje gorsze momenty (jak np. przerysowane lub zupełnie niepotrzebne dialogi czy zachowania poszczególnych postaci), ale nie przyćmiewają one całokształtu.

Z punktu widzenia technicznego, mamy tutaj do czynienia z przygodówką 2.5D, w której przechodzimy z lokacji do lokacji, rozmawiamy z kolejnymi postaciami i rozwiązujemy mniej lub bardziej skomplikowane zagadki logiczne, próbując pchnąć wydarzenia do przodu. O ile same wyzwania, jakie stawia przed nami gra, nie należą do bardzo skomplikowanych czy abstrakcyjnych w wykonaniu (jak to w przypadku przygodówek bywa) to miejscami irytowało mnie sztuczne spowalnianie gracza, przez blokowanie przedmiotów czy lokacji do momentu aż odblokujemy konkretną linię dialogową — i tak np. na samym początku gry znajdujemy wyczerpaną lampę oraz miskę z olejem, który mógłby zostać użyty do jej napełnienia, co biorąc pod uwagę panujący mrok, mogłoby się wydawać dość logiczne i przydatne, jednakże gra nie pozwala nam na wykonanie owej czynności i zabrania lampy, aż do momentu, kiedy odblokujemy miejsca, w której będzie ona przydatna.

Oprawa audio-wizualna nie powala i nie ma co silić się tutaj na wielkie usprawiedliwianie autorów. Miejscami jest klimatycznie, mrocznie z masą detali; a miejscami po prostu brzydko i cringe’owo (patrząc choćby na modele naszych postaci). Osobiście nie przywiązuję jakieś wielkiej wagi do oprawy, jeśli tylko tytuł broni się fabularnie i dokładnie tak jest tutaj. Dodatkowo ta „brzydota” potrafiła wzbudzić nieco nostalgii, gdyż niejednokrotnie porównywałem ją z tytułami sprzed lat.

Dobrą informacją jest to, że twórcy/wydawca zadbali o napisy w naszym rodzimym języku, co w przypadku tego tytułu jest ogromnym plusem, gdyż spora część rozgrywki opiera się na interpretacji setek linii dialogowych, co nawet w przypadku osób posługujących się językiem Szekspira, mogłoby psuć ogólny odbiór fabuły. Fakt, jest tu trochę literówek, a i zdarza się, że coś nie zostało przetłumaczone, ale w finalnym rozrachunku nie uświadczymy tu niczego, co by mogło zepsuć odbiór. Podłożone głosy natomiast potrafią być nierówne, a postacie nienaturalne w stosunku do tego co obserwujemy na ekranie.

Od startu do napisów końcowych mija jakieś 10-12 godzin gry, co wydaje mi się wynikiem jak najbardziej dobrym. Sama gra posiada kilka rozwiązań, które przynajmniej część z Was może zachęcić do powrotu do chorwackiego miasteczka jak kilka zakończeń czy nieliniową fabułę, w której część sekwencji można rozegrać na różne sposoby, tym samym odkrywając kolejne wątki i tajemnice samego Saint Kotar, jak i jego mieszkańców. Dodatkowo dostępne jest również darmowe DLC — The Ritual — które wprowadza do rozgrywki nową postać (na ten moment nie jestem pewien czy DLC dostępne jest również w przypadku konsolowych wydań).

W moim odczuciu, Saint Kotar to dobrze zrealizowana przygodówka z dreszczykiem, czerpiąca z klasyków jak Sanitarium czy Shadow of the Comet. Choć można by się nieco doczepić do samego wykonania gry, to mimo wszystko z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że moje oczekiwania wobec tego tytułu zostały zaspokojone. Mam nadzieję, że to nie jest ostatnie słowo ekipy z Red Martyr Entertainment i jeszcze nie raz zaprezentują nam coś równie klimatycznego.

Ogromne podziękowania dla wydawcy gry za sprezentowanie mi kodu.

To tyle na dzisiaj.
Mam nadzieję, że się Wam podobało!
Kuba „PlayStation Fanatyk”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s