O tym w co ostatnio grałem, słów kilka – Tony Hawk’s Pro Skater 1 + 2 Remaster

Tony Hawk’s Pro Skater to dla ludzi z mojego pokolenia absolutna legenda i świętość. Z tym większym bólem obserwowałem przez lata, jak jedna z moich ulubionych gier, z odsłony na odsłonę staje się co raz to większym rzygiem – od nieudanych eksperymentów z nowymi technologiami w Shred i Ride, przez twór zwany THPS HD, po godną politowania 5tkę. Kiedy wiec Activision ogłosiło, że „Tomek Jastrzębowski Wybornym Deskorolkarzem” 1 i 2 powrócą w odświeżonej formie, to po pierwszych uniesieniach ekscytacji, przyszła lekka obawa na temat efektu końcowego. Czy moje obawy były słuszne? Czy po dwudziestu latach gameplay nadal się broni? Czy „nowy” soundtrack może jakkolwiek konkurować z klasykiem? No i oczywiście czy warto zagrać? Zapraszam do czytania!

Jeżeli jakimś cudem seria ta jest Wam obca, to pozwólcie, że w skrócie przybliżę o co w tym wszystkim chodzi. Dwadzieścia lat temu, ukazała się pierwsza odsłona, gry sygnowanej nazwiskiem, złotego dziecka deskorolki – Tony’ego Hawk’a. Zasady były proste jak drut, dostajemy kilku prawdziwych skaterów jak np. Eric Koston czy Rodney Mullen, plansze wzorowane na miejscówki z całych Stanów Zjednoczonych i listę zadań, które musimy wypełnić podczas trzaskania kolejnych tricków na desce. Całość była genialna w swojej prostocie i chyba nie będzie nadużyciem kiedy powiem, że zrobiła w świecie growym dla deskorolki to co PES i FIFA dla piłki nożnej. Gra doczekała się pięciu numerowanych odsłon, kilka spinoff’ów i niezliczoną ilość portów na praktycznie każdą platformę. Wisienką na torcie był soundtrack, który pasował po prostu idealnie do tego co obserwowaliśmy na ekranach naszych monitorów i telewizorów.

Skoro tę drobną retrospekcję mamy już za sobą to przejdźmy zatem do gry, która jest przedmiotem tego wywodu. Odświeżona wersja THPS łączy pierwszą i drugą odsłonę w całość, a na dzień dobry otrzymujemy samouczek, pod który głos podłożył Tony Hawk we własnej osobie. Od samego początku dostajemy możliwość wyboru zestawu plansz, a gra nie narzuca nam w żaden sposób kierunku rozgrywki – w moim przypadku na pierwszy ogień poszła pierwsza odsłona i sławny „Warehouse”. Po odpaleniu gry miałem wrażenie jakbym cofnął się w czasie, areny niby w nowej grafice, jednak cholernie znajome, zestaw zdań dokładnie ten sam (z kultowym S-K-A-T-E i ukrytą kasetą na czele), znajomy kawałek w głośnikach – po prostu odpłynąłem. W kwestii samego trzonu rozgrywki, twórcy nie wymyślali koła na nowo i całość pozostała w zasadzie niezmieniona, ponownie dostajemy 2 minuty na wykonanie szeregu zadań, jak zaliczenie wszystkich gap’ów, zdobycie określonej liczby punktów czy wykonanie grindu na konkretnej poręczy. Odblokowanie każdej kolejnej planszy wymaga zaliczenia odkreślonej liczby wyzwań z poprzednich, a dodatkowo, od czasu do czasu trafimy na zawody, w których naszym celem jest nic innego jak wykręcenie jak najlepszego wyniku i zdobycie medalu. Łącznie mamy do dyspozycji 19 gotowych aren, a jeśli komuś to za mało, to zawsze może skorzystać z edytora poziomów i stworzyć swój własny skatepark.

W grze znajdziemy 21 deskorolkarzy, zarówno tych ze starej gwardii jak Bob Burnquist, Chad Muska, Elissa Streamer, jak i świeża krew w postaci choćby Leo Bakera, Letici Bufoni czy Aoir Nishimura – każde z odmiennym stylem jazdy i swoimi statystykami. Niezależnie od tego, kogo wybierzemy jako swój avatar, to w czasie gry możemy poprawić jego statystyki zbierając specjalne punktu (zwykle 2-4 na planszę), dostosowywać tricki specjalne (10 slotów, z czego 5 do odblokowania), zmieniając wygląd czy deskę. Podobnie jak z miejscówkami – jeśli komuś mało to zawsze może stworzyć swojego skatera od podstaw, wykorzystując dostępne assety lub kupując dodatkowe w skateshopie. Z zakupami tymi nieodłącznie wiążą się „challenge”, których jest SIEDEMSET CZTERNAŚCIE!!!! Wyzwania są podzielone na pięć kategorii: skater, combo, multiplayer, skate park i create-a-park, zachęcając graczy do maksymalnego wykorzystania każdego aspektu gry – kiedy piszę ten tekst, mam zaliczone zaledwie jakieś ~20% z nich więc jeszcze sporo godzin przede mną.

W kwestii aspektów technicznych, nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń (no może poza tymi loadingami – tak tak wiem, kolejna gra w której się o to czepiam), Tony Hawk’s Pro Skater 1 i 2 to – pomimo napisu „remastered” na pudełku – pełnoprawny remake, przy którym deweloperzy z Vicarious Visions odwalili kawał dobrej roboty (zresztą podobnie jak w przypadku odświeżonych przygód Crasha Bandicoot’a). Graficznie jest naprawdę dobrze, modele postaci są szczegółowe – wystarczy porównać zdjęcie Tony’ego z jego odpowiednikiem w grze – a wiernie odtworzone lokacje, nie straszą niską jakością tekstur i zachwycają oświetleniem. Choć całość została stworzona od podstaw to zostało to zrobione z całkowitym poszanowaniem materiału źródłowego.

Pod względem udźwiękowienia jest absolutnie fenomenalnie! Soundtrack co prawda jest nieco okrojony w stosunku do kultowego oryginału ale mimo to nadal wrzuca ciary na plecy – Papa Roach, Rage Against The Machine, Bad Religion, Anthrax nadal dają takiego samego kopa jak przed laty. Wszystkie utwory otrzymały lekki lifting pod względem mixu/masteringu a oprócz znanych wszystkim kawałków, na ścieżkę załapało się również kilka nowych jak np. Skepta – Shutdown czy Tribe Called Quest- Can I Kick It? Przyjemnym ficzerem jest fakt, że kawałki możemy przełączać w dowolnym momencie, przez naciśnięcie R3, dzięki czemu możemy zawsze cieszyć się ulubionymi numerami podczas jazdy.

Powyższy obrazek stanowi w zasadzie doskonałe podsumowanie tego jak się czuję po tych kilkunastu godzinach spędzonych na zbieraniu znajdziek i sklejaniu jak najbardziej wymyślnych combo’sów. Odświeżona wersja klasycznych odsłon THPS to po prostu istny wehikuł czasu, który przenosi nas do okresu prostej, arcade’owej rozgrywki i płynącej z niej czystej przyjemności, której w obliczu ogromnych światów i epickich growych przygód chyba nieco dzisiaj brakuje. Polecam absolutnie każdemu, niezależnie od tego czy grałeś (lub grałaś) w to 20 lat temu czy też nie, Tony Hawk’s Pro Skater jest niczym WD40 i PowerTape – absolutnie uniwersalny w każdych czasach.

Mam nadzieję, że się Wam podobało.
Do następnego!
Kuba „PlayStation Fanatyk”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s