Dawno nie wrzucałem żadnych wypocin spod mojej ręki, tak że czas nieco się poprawić w tym temacie. Tak się składa, że wraz z końcem lata, kalendarz premier zapełnił się szeregiem produkcji, które powodują u mnie mniejsze lub większe skoki poziomu ekscytacji. Wejdę tutaj pewnie na grząski grunt, bo remake Until Dawn również jest jednym z tytułów, który wzbudzał we mnie spore zainteresowanie, a wiem, że sama idea odnawiania kolejnych gier, polaryzuje nieco graczy. Czy warto zainteresować się tytułem, który ma już prawię dekadę na karku? Zapraszam do czytania!

Fabuła rodem z „Teenage Slasher’a” klasy B osadzona jest w odosobnionej górskiej chacie, gdzie grupa przyjaciół spotyka się rok po tragicznych wydarzeniach, w których wyniku część ich paczki poniosła śmierć. Wyjazd mający być pewnego rodzaju oczyszczeniem i zamknięciem traumatycznych przeżyć, zmienia się jednak bardzo szybko z beztroskiej imprezy w walkę o życie, gdyż ktoś lub coś zaczyna polować na naszych bohaterów — od teraz od naszych wyborów, zależy kto przeżyje i jaki będzie finał tej makabrycznej wycieczki.
Wydaje się całkiem słusznym założeniem, że skoro mamy do czynienia z wersją odnowioną z myślą o obecnej generacji, to z ekranu powinna wylewać się „nowa jakość”. Czy takową tutaj dostaliśmy? No cóż, moim zdaniem tak i nie… Na pewno na plus trzeba wymienić wykorzystanie Unreal Engine 5 i oprawę graficzną, bo choć już wersja z 2005 roku robiła niemałe wrażenie, to gołym okiem wydać skok jakościowy zarówno w modelach postaci jak otoczeniu — ośnieżony, mroczny las czy opuszczone, podniszczone budynki wyglądają naprawdę dobrze. Dodatkowo miks kamery zza pleców i miejscami zawieszonej w jednym punkcie w połączeniu z poprawionym oświetleniem buduje świetny klimat niepokoju.







Wykorzystano tu również kontroler DualSense, między innymi dopasowując pewne sekcje do możliwości, jakie oferuje (wykorzystując żyroskop czy adaptacyjne triggery). Jednak przyznać muszę, że po przełączeniu się z AstroBot’a, będącego swego rodzaju demem technologicznym obecnego kontrolera PlayStation, chciałoby się zobaczyć nieco więcej w tym temacie (szczególnie biorąc pod uwagę, że mówimy o odnowionym exie na PlayStation, który owszem trafił teraz na PC ale nada konsolowo pozostaje w stajni Niebieskich).
Poza grafiką znajdziemy trochę nowości jak dodatkowe / odświeżone cuscenki czy znajdźki, ale z grubsza remake pozostaje wierny pierwowzorowi, wiec próżno tu szukać jakichś zmian w samej fabule czy temu, jak prowadzona jest historia. Na pochwałę zasługuje również oprawa audio, przy której do współpracy zaproszono Marka Korvena, kompozytora znanego choćby z pracy nad takimi filmami grozy jak „The Witch” oraz „The Lighthouse”.
No ale żeby nie było, że tylko wychwalam pracę Balistic Moon, to dla równowagi oto minus nowego wydania, niestety moim zdaniem dość spory, mianowicie technikalia.. Until Dawn na PlayStation 5 działa miejscami niestabilnie, pojawiają się chrupnięcia animacji czy glitche graficzne, a sama rozgrywka zablokowana jest na 30FPS’ach i choć „filmowość” produkcji nieco to usprawiedliwia, to jednak chciałoby się zobaczyć tu tryb wydajnościowy (co ciekawe wersja z PlayStation 4 odpalona na PS5 lata w 60FPS’ach).





Sporo jest tu pomniejszych bugów i glitchy, jednak gwoździem do trumny dla mnie był błąd, który spowodował, że musiałem zacząć moją rozgrywkę od nowa… Mniej więcej w połowie gry, zacząłem obserwować blokujące się animacje, uniemożliwiające wykonanie pewnych akcji i o ile z początku wystarczyło wyjść do menu i wrócić do punktu kontrolnego, tak w pewnym momencie doszło do nieodwracalnego błędu, który spowodował, że nie mogłem ztriggerować oskryptowanej sceny i po prostu stałem jak debil w miejscu, aby finalnie wypaść poza obszar grafiki w grze.. Brak możliwości restartu rozdziału, wynikający z założeń mechaniki gry zmusił mnie do podjęcia decyzji o kompletnym restarcie lub porzuceniu gry… Ciekawostką jest to, że jeden z moich znajomych napotkał na bardzo podobny problem w tym samym rozdziale gry.
Istnieje spora szansa, że w momencie, kiedy to piszę, część tych problemów już przestała istnieć, gdyż dopiero co wyszedł jakiś patch, a moje odczucia są stricte związane ze stanem gry w dzień jej premiery.






Przejście przez 10 przygotowanych rozdziałów zajmuje jakieś 7-10 godzin — przy czym w moim przypadku starałem się przeszukiwać dany obszar jak najdokładniej — co moim zdaniem jest wynikiem jak najbardziej akceptowalnym, choć w rzeczywistości nawet nieco sztucznie wydłużonym przez ślamazarność postaci (bieganie za trudne do zaprogramowania?). Oczywiście zgodnie z założeniami i zaimplementowaną mechaniką gry, wraz z zobaczeniem napisów końcowych, zabawa wcale się nie kończy, gdyż zależnie od tego, jak nam poszło, dostajemy jedno z kilku zakończeń, a same przerywniki są tylko wycinkiem z kilkuset możliwych do zobaczenia. Pytanie tylko, czy wkręcicie się na tyle w historię, aby ciekawość popchnęła Was do kolejnych rozgrywek — ja się dałem pochłonąć te 9 lat temu, jak i teraz.

Ponowne zetknięcie z Until Dawn po latach, wzbudziło we mnie dokładnie takie same odczucia, jak prawię dekadę temu i trudno mi się było oderwać od ekranu telewizora, pomimo że zaskakująco sporo pamiętałem z oryginału, jak i nie da się ukryć, znałem finał tej historii (a przynajmniej jej główny punkt). Domyślam się, że nie wszyscy podzielą ten entuzjazm i jest to absolutnie zrozumiałe — ja po prostu jestem fanem slasherów, horrorów klasy B, jak i „samograjów” spod szyldu interaktywnych filmów i mówiąc wprost, tytuł od Supermassive Games robi mi dobrze. Jednak, żeby nie było tak kolorowo to niestety, ale całościowa forma, w jakiej Until Dawn powróciło, już mnie tak bardzo nie zachwyca.. Sporo pomniejszyć problemów technicznych (w tym ten, który doprowadził do kompletnego uszkodzenia mojego pierwszego podejścia i wymuszenia restartu rozgrywki) czy cena — 300 PLN to moim zdaniem zdecydowanie za dużo w tym wypadku — wszystko to pozostawia nieco do życzenia.. Jeśli nigdy nie graliście w „Straszny domek w górach” na PS4, to polecam zagrać choć może warto poczekać nieco, aż rynek zweryfikuje obecne ceny, a jeśli tak jak ja, chcieliście jeszcze raz poczuć ten dreszczyk na plecach to poza podbiciem poziomu grafiki i zmianie kamery, niestety nie widzę jakiegoś wielkiego argumentu, aby zamiast odkurzyć wersję z PlayStation 4, wziąć na warsztat tę na PS5.

Podziękowania dla ekipy z PlayStation Polska za podrzucenie mi kodu do recenzji.
To tyle na dzisiaj.
Mam nadzieję, że się Wam podobało!
Kuba „PlayStation Fanatyk

😁😁😁
PolubieniePolubienie