O tym, w co ostatnio grałem słów kilka — Musashi vs Cthulhu

dnia

Witam ponownie, prosto z moich poszukiwań, podczas których wertuje PlayStation Store w poszukiwaniu kolejnych tytułów, które nie tylko nie zrujnują Waszego portfela, ale też powinny sprawić sporo przyjemności z grania. Obecnie wielkie kontrowersje wzbudza czarnoskóry Yasuke w zapowiedzianym Assasin’s Creed Shadows, a co powiecie na Musashiego, walczącego z pomiotami Cthulu? Zaciekawieni? Część z Was pewnie mogła już otrzeć się o ten tytuł od QUByte Interactive i Cyber Rhino Studios, gdyż z tego, co można znaleźć w necie, wyszedł on już jakiś czas temu na PC. Ale skoro ja z PC nie mam już od dawien dawna nic wspólnego, jeśli chodzi o giereczkowo, to dla mnie jest to kompletna nowość. Zapraszam do czytania!

Zacznijmy od początku, legendarny Musashi pada ofiarą klątwy, która sprawia, że na jego życie czyhają monstra prosto z pokręconej głowy H.P Lovecrafta — wynik tego może być jeden albo Musashi, albo oni… Jeśli patrząc na grę i jej początkowy opis, tak jak ja mieliście w głowie wizję dwu-wymiarowego, beat-em’upa z ciekawą kreską to niestety, ale muszę Was (jak i siebie) rozczarować, bo tytuł ten jest w zasadzie festiwalem QTE zwanym grą rytmiczną (a to ci dopiero niespodzianka nie?). Zdziwieni? No ja lekko byłem, kiedy pominąłem tutorial — swoją drogą jasny i przejrzysty, polecam odpalić — i od razu wystartowałem z nową grą, aby po chwili zaliczyć zgona.

Nasz Musashi musi mieć oczy dookoła głowy, gdyż kolejne fale przeciwników nacierają na niego z oby stron, a przetrwanie zależy tylko i wyłącznie od naszego refleksu, gdyż do dyspozycji mamy wysoki, środkowy i niski atak (przypisane odpowiednio do oby stron Dualsense), a tapnięcie w nieodpowiedni przycisk szybko doprowadzi do śmierci samuraja (przez szybko mam na myśli 3 strzały w łeb). Cel jest prosty, wpaść w taki rytm, aby położyć jak najwięcej przeciwników jednym ciągiem. O ile chwilę zajmuje wkręcenie się w mechanikę i „złapanie rytmu”, o tyle jest to w zasadzie wszystko, co ten tytuł ma do zaoferowania, jeśli chodzi o gameplay — brak tu jakiegoś rozwoju, zdobywania mocniejszego uzbrojenia czy czegokolwiek co stanowiłoby jakąś wartość dodaną — no może poza tablicą wyników, jeśli jesteście fanami wykręcania kolejnych cyferek na ekranie z każdą kolejną rozgrywką.

Oprawa audiowizualna natomiast nie zawodzi. Rysowana / komiksowa kreska wygląda moim zdaniem świetnie i chętnie bym się jeszcze na nią pogapił, gdyby prócz niej coś jeszcze mnie przy tej grze trzymało dłużej niż 1-2 wieczory. Co leży na ziemi i nie dycha? Dwie dychy (badum tss). Tyle właśnie przyjdzie Wam zapłacić za Musashi vs Cthulhu i moim zdaniem nie będą to zmarnowane pieniądze, o ile lubicie tytuły podpadające pod kategorię gier rytmicznych oraz pięcie się po tabeli wyników do góry, w każdym innym przypadku lepiej kupić sobie za to jakieś 2-3 browary.

To tyle na dzisiaj.
Mam nadzieję, że się Wam podobało!
Kuba „PlayStation Fanatyk”

Dodaj komentarz