Świat growych symulatorów widział już wiele, od tych nieco bardziej wymagających i wykręconych po takie, które pozbawione są jakichkolwiek trudności, których jedynym zadaniem jest w zasadzie dać nam nieco odetchnąć od zawirowanego, growego życia. Tak się złożyło, że w moje ręce wpadł tytuł, który już w swojej nazwie wskazuje nam, z czym będziemy mieli do czynienia — Garden Life: A Cozy Simulator. Zapraszam do czytania!

Gameplay, choć dość prosty i schematyczny — zasiej, podlewaj, przycinaj, sprzedawaj — to w swojej prostocie potrafi być bardzo uzależniający (no może z tą prostotą poszedłem nieco nad wyraz, bo możemy tu choćby tworzyć własne rośliny z mieszanki nasion, a i nie wszystko jest dostępne do kupienia w sklepie od ręki i czasem wymaga to od nas nieco kreatywności). Twórcy oddali do naszej dyspozycji dwa tryby — fabularny, wrzucający nas w buty nowego opiekuna ogrodu, gdzie oprócz plewienia chwastów i latania z konewką, będziemy mieli okazję dowiedzieć się nieco na temat samego miejsca oraz poprzedniej opiekunki, która to pozostawiła go po sobie wraz z listą rzeczy do zrobienia, których nie udało jej się odhaczyć przed odejściem; „wolny”, pozwalający na puszczenie wodzy fantazji i zbudowanie sobie swojego własnego, zielonego zakątka. Osobiście polecam jednak zacząć od tego pierwszego, gdyż poza elementami fabularnymi, pozwala on dość przekrojowo poznać całą mechanikę gry i to, co ma do zaoferowania.
Choć dla Wielu pewnie, opieka nad roślinami może kojarzyć się z delikatną i czasochłonną pracą, to spokojnie, w tym przypadku deweloperzy nie stawiali na realizm, tak że nasze rośliny nie potrzebują nie wiadomo jak długiego okresu czasu aby z ziarna zmienić się w okazały kwiat, ani też nie padną od razu, bo zapomnieliście je podlać danego dnia czy zostawiliście zasłonięte okno — oczywiście nadal trzeba zachować pewne standardy i procedury, ale nie będziecie zmuszeni do trenowania Waszej cierpliwości.






W przypadku oprawy graficznej przeżyłem niemałe zaskoczenie, bo nie ma co ukrywać, że spora część wszelkiej maści „symulatorów” bywa uproszczona do granic, przez co często wyglądają jak sprzed kilku generacji — tu z kolei mamy kolorową oprawę posiadającą nieco naleciałości cell-shading’u, co finalnie spina się w ciekawy, przyjemny dla oka obrazek. Czeka tu na nas cała masa detali, wpleciona w naprawdę dobrze wykonane tło/lokacje.
Na pochwałę zasługuje tu udźwiękowienie, bo choć gra aktorska może nie jest tu najwyższych lotów to sam fakt, że wszystkie linie dialogowe są dubbingowane jest niewątpliwie plusem (nie wiem jak Was, ale mnie czasem drażnią „nieme” rozmowy z NPC w grach). Podobnie jest z odgłosami całego otoczenia — nie ma tu mowy o chamskim recyklingu, a każda akcja ma swój przypisany dźwięk. W tle zaś przygrywa relaksujący ambient, zmieniający się wraz z tym, co widzimy na ekranie.
Drobny zgrzyt natomiast nastąpił, jeśli chodzi o wykonanie techniczne, bo na PlayStation 5 gra potrafiła sobie czasem chrupnąć czy klasycznie już musiałem użyć wręcz chirurgicznej precyzji, aby wejść w jakąś interakcję z otoczeniem — mam z tyłu głowy jednak, że po pierwsze nie było tego tak dużo, po drugie nie jest to nic co uniemożliwiałoby grę lub prowadziłoby do niepotrzebnych frustracji, a po trzecie mówimy ciągle o grze kosztującej na start 1/2 ceny premierowej dużych tytułów na konsole, więc można się spodziewać tego i owego.






Nie ma co ukrywać, Garden Life to na pewno nie jest tytuł, który trafi do większości graczy, jeśli jednak należycie do tej grupy, która prócz epickich historii i widowiskowej rozgrywki szuka czasem czegoś co po prostu umili im czas i nieco „wyciszy”, to produkcja od Stillalive Studios wydaje się być idealnym kandydatem.
Podziękowania dla polskiego dystrybutora gry, firmy RET-ALL za podrzucenie mi kopii do sprawdzenia!
To tyle na dzisiaj.
Mam nadzieję, że się Wam podobało!
Kuba „PlayStation Fanatyk”

