O tym, w co ostatnio grałem słów kilka — Marvel’s Spider-Man 2

Kto mnie zna, ten doskonale wie, że nie należę do jakichś ogromnych fanów Marvela i żeby nie było, nie jestem jakimś hejterem, ale raczej mimo wszystko bliżej mi do DC — seria Arkham to jak wiadomo miód na growe serca. Jednak w 2018 roku, kiedy to na PlayStation pojawił się Spider-Man, odpłynąłem całkowicie i dałem się porwać radości płynącej z bujania się na pajęczynie, pomiędzy wieżowcami Nowego Jorku. Radość ta została jeszcze zwielokrotniona, kiedy to na konsolach zawitał Miles Morales, wprowadzający nieco świeżości do rozgrywki, więc tym bardziej czekałem na to, co tym razem trafi w nasze ręce wraz z premierą pełnoprawnego sequela. Parafrazując klasyczny już cytat — „Z wielką marką, przychodzi wielka odpowiedzialność..”, odpowiedzmy więc sobie na pytanie, czy Insomniac Games podołało. Zapraszam do czytania!

W erze rebootów i restartów growych marek, wprowadzających zamęt do ich nazewnictwa i numerologi, mamy tu do czynienia z kontynuacją jedynki, oraz wydarzeń z przygód Miles’a — jeżeli nie graliście i nie macie czasu na nadrabianie lub po prostu pamięć już nie ta, co kiedyś to bez obaw, podobnie jak w przypadku God of War Ragnarok, tu też otrzymujemy skrót wydarzeń, który rzuca nieco światła na to, co za chwilę zobaczymy na ekranie. Nowy Jork zwane jest „miastem, które nigdy nie śpi”, tak samo jak czyhające w nim zło. Choć na przestrzeni ostatnich lat, Człowiek Pająk posłał za kraty sporo złoczyńców, a cześć z nich nawet pomyślnie się zresocjalizowała i wróciła na łono społeczeństwa, to na horyzoncie pojawiło się kolejne, potężne zagrożenie. Jednak tym razem Peter Parker nie będzie sam, bo Miles z „Robina” (jak to porównałem go w recenzji odsłony z jego udziałem) staje się on pełnoprawnym supebohaterem — J. Jonah Jameson pałał nieskończoną niechęcią do jednego człowieka w przebraniu pająka, a co dopiero teraz kiedy jest ich dwóch.

Start gry to jednocześnie walnięcie w pysk srogiego kalibru — widać, że ktoś tu jest fanem szkoły Hitchcocka — gdyż zanim zdążymy się w jakikolwiek sposób zadomowić w obecnej sytuacji, musimy wbić się w obcisłe wdzianka i ratować miasto przed zagrożeniem, które może dosłownie pogrzebać je żywcem. Po opanowaniu sytuacji możemy nieco odsapnąć i zanurzyć się w życiu naszych bohaterów. Tym razem postanowiono oddać do naszej dyspozycji, dwóch w pełni grywalne postacie (a nawet trzy), wraz z odrębnymi dla nich liniami fabularnymi, w których to Peter, naznaczony już przez brzemię superbohatera, stara się ułożyć swoje życie po śmieci Cioci May, mając u boku Mary Jane oraz Harrego; Miles natomiast, choć nieco starszy niż w momencie kiedy go poznaliśmy, to nadal jest nieopierzonym dzieciakiem, który dopiero co kończy liceum, planuje studia i życie wraz ze swoimi przyjaciółmi. Choć każdy z nich ma swój świat, to nie zapominajmy, że wspólnie dbają o bezpieczeństwo mieszkańców Wielkiego Jabłka, a to zagrożone jest przez Kravena — tajemniczego łowcę, który wraz ze swoją świtą, urządza sobie polowanie w miejskiej dżungli, na jego zdaniem „najpotężniejsze bestie”, w postaci dobrze nam znanych już antagonistów — oraz twór zwany Symbiontem, który przez dziwny splot wydarzeń, staje się (dosłownie) integralną częścią życia naszych bohaterów.

Mam nadzieję, że nie zaspoilerowałem Wam nic z tego, co przygotowała ekipa z Insomniac Games, bo historia w grze została moim zdaniem poprowadzona bardzo przyzwoicie, bo choć nie mamy tu fabuły rodem z Cyberpunka 2077 z setkami różnych wątków, których efekt końcowy ma jakiś znaczący wpływ na główną historię, to nie odklepano tu też najprostszego ABC z Elementarza Superbohatera i niejednokrotnie historia potrafi nieco zaskoczyć, jak i wzbudzić emocje.

Ok, skoro tło dla obijania kolejnych mord mamy już nakreślone, to przejdźmy zatem do tego, co faktycznie nam to umożliwia. Tu pozwolę sobie na mały skok w przeszłość, bo jeśli dobrze pamiętam, to porównując Milesa Morales’a do wcześniejszej odsłony, chwaliłem nowe moce Pająka, i tu sytuacja ma się podobnie. Twórcy postanowili rozwinąć to, co zaserwowano nam wcześniej i w zasadzie przenieśli 1:1 system walki, oparty na unikach, strzelaniu siecią, seriach ciosów, żonglowaniem przeciwnikami w powietrzu, gadżetach i umiejętnościach specjalnych, rozwijając przy tym nieco każdy z tych aspektów — Peter i Miles otrzymali swoje własne (oraz jedno wspólne) drzewka rozwoju (ale spokojnie, mimo trzech drzewek nie ma tu mowy o konieczności nieskończonego grindu, gdyż same zadania fabularne i co większe poboczne, zapewniają wystarczającą ilość doświadczenia) czy zestaw umiejętności, który możemy modyfikować pod siebie i swój styl walki — dodając też nieco opcji dla tych, którzy mimo wszystko wolą nie wchodzić z buta jak Rambo, tylko metodycznie i po cichu eliminować zagrożenie. Z tą drugim podejściem wiąże coś jeszcze, mianowicie w jedynce nieco narzekałem na momenty gdzie przychodzi nam posterować przez chwilę wybranką Petera, jednak tutaj sekwencje te uległy poprawie, dzięki czemu gra zyskała kilka skradankowych momentów, w których mamy możliwość wyeliminowania kilku koksów.

W przypadku wykonania technicznego, to pozwolę sobie zacząć od pochwały za sam fakt porzucenia poprzedniej generacji przez twórców i nietworzenia na siłę produktu międzygeneracyjnego — wiem, że przez to ucierpiało pewnie sporo graczy, którzy zagrywali się w pierwszego Pająka i „DLC” w postaci Milesa, jednak uważam, że 3 lata na rynku PS5 to chyba wystarczający czas, aby podjąć decyzję o ewentualnej przesiadce. Poskutkowało to tym, że deweloperzy mogli spokojnie skupić się na dopracowywaniu produkcji w oparciu o obecne bebechy konsoli, a nie na optymalizacji dla wielu architektur sprzętowych, czego efektem jest naprawdę rewelacyjnie wyglądająca i działająca (z kilkoma drobnymi zgrzytami, ale do tego przejdę za chwilę) produkcja.

Przez 99.99% czasu grałem w trybie wydajności, zapewniającym mniej więcej 60 FPS’ów oraz częściowy Ray-Tracing, a tryb jakości włączyłem w zasadzie jedynie z kronikarskiego obowiązku, potwierdzając tylko, że jestem zbyt ślepy, żeby zauważyć jakąś znaczącą różnicę w grafice, która by usprawiedliwiła obniżenie płynności rozgrywki (opcjonalnie możecie odpalić też 120FPS i VRR o ile posiadacie ku temu odpowiedni telewizor/monitor). Niezależnie o tego, jaki tryb wybierzecie, Spider-Man i Nowy Jork robią świetne wrażenie, a sam gameplay potrafi wręcz zachwycić swoją widowiskowością (wspominałem już o uderzeniu w prologu??).

Moc, jaką oferuje PlayStation 5, widać też choćby w postaci płynnych, „szybkich” podróży — po wykonaniu odpowiedniej ilości aktywności w danej dzielnicy, możemy przenosić się z miejsca na miejsce w ułamku sekundy, co jakby nie było robi wrażenie (i tak widziałem już opinie, że „olaboga w Ghost of Tsushima było lepiej, szybciej”, ale naprawdę to już jak dla mnie czepianie się totalnie na siłę..), jednak sam nie korzystałem z tego zbyt często — choć fakt dodania Brooklynu i Queens do obszarów, jakie możemy odwiedzić i tym samym znaczące powiększenie mapy jak najbardziej mogłyby ku temu skłaniać — bo sporo frajdy sprawiało mi poruszanie się na pajęczynie czy nowych „Siecio-skrzydłach”, które urozmaicają nieco opcje przemieszczania się po mieście (a nawet wiąże się z nimi jedna z serii aktywności pobocznych).

Nie obeszło się jednak bez drobnych zgrzytów, co nieco mnie zaskoczyło, gdyż nie przypominam sobie, aby w poprzednich grach z serii takowe występowały — gra kilkukrotnie wywaliła mnie do menu konsoli, zaprzepaszczając miejscami całkiem spory kawałek rozgrywki; kilkukrotnie zawiesiły mi się misje, co powodowało niemożliwość ich ukończenia i konieczność wczytania punktu kontrolnego sprzed startu; niektóre znaczniki przedmiotów były nieresponsywne; a na koniec podczas jednej z pobocznych misji modele postaci straciły swój wygląd, zamieniając się w jednokolorowe byty. Co prawda mówimy tu o kilku problemach w ciągu kilkudziesięciu godzin rozgrywki, ale jednak nieco one irytowały — coś jak wnerwiająca metka w koszulce.. A no i wszystko to, co piszę, tyczy się premierowego stanu produkcji, zaznaczam to, gdyż wiem, że ci, którzy otrzymali grę sporo wcześniej (Sony i Insomniac byli pewni swego i rozesłali kody do redakcji z bardzo dużym wyprzedzeniem) napotykali na podobne, albo i większe bugi.

Scenarzyści rozpisali wątek fabularny na jakieś ~15 godzin i choć po premierze widziałem na necie sporo negatywnych komentarzy na temat długości gry, to moim zdaniem jest to bardzo przyzwoity wynik, a w tym wszystkim, nie można zapomnieć, że gry z otwartym światem stoją nie tyle samą fabułą, a tym, co poza nią — no i tutaj dopiero zaczyna bić licznik. Dodatkowo po zakończeniu przygody, odblokowuje się najwyższy poziom trudności, co pewnie dla części z Was może stanowić kolejny plus i wyzwanie. Do naszej dyspozycji oddano zgłoszenia od obywateli, losowe działania przestępców w mieście, odrębne aktywności dla każdego ze Spider-Man’ów czy dłuższe misje poboczne, z własną historią, które warto poznać (nie chcę tu niczego spoilerować, więc powiem tylko, że jest jeden wątek co najmniej warty sprawdzenia, gdyż może rozbudzić pewne spekulacje). Dodatkowo podobnie zresztą jak wcześniej, potrafiłem po prostu bujać się na pajęczynie po mieście kompletnie bez celu, robiąc salta i próbując wykręcić jakieś inne akrobacje, a wszystko to z ogromną radością na twarzy.

Jako że mamy tu do czynienia z tytułem spod logo PlayStation Studios, to nie zabrakło też wykorzystania przez twórców możliwości, jakie daje kontroler Dualsense, co robi po prostu świetne wrażenie (swoją drogą, podtrzymuję to, co mówiłem kilka lat temu, jeszcze przed premierą PlayStation 5, że chyba bardziej jara mnie sam kontroler niż konsola). A no i bym zapomniał o polskiej lokalizacji, która wypada dość dobrze i poza kilkoma zwrotami, które zostały przetłumaczone zbyt dosłownie (niczym niektóre książki IT tłumaczone przez ludzi niemających pojęcia o temacie), to nie doszukałem się niczego co kłuło by w uszy i oczy — ale miejcie na względzie, że nie jestem w tym temacie zbyt krytycznie nastawiony, no i nikt nie broni Wam zmienić ścieżki dźwiękowej na oryginalną z polskimi napisami.

Więcej, mocniej, szybciej — tak chyba najłatwiej podsumować to, co zaserwowało nam Insomniac Games. Marvel’s Spider-Man 2 nie jest w żaden sposób rewolucyjne i choć rozumiem, że cześć z Was może czuć się tym faktem rozczarowana, to mimo wszystko polecam Wam zagranie w nowego Pająka, gdyż czysta radość, jaka płynie z bujania się po Nowym Jorku, obijania kolejnych mord i poznania Venoma, to coś, co zdecydowanie warto doświadczyć na własnej skórze. Po cichu liczę, że twórcy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa, a wszelkie domysły, jakie urodziły się w mojej głowie podczas rozgrywki zmaterializują się w postaci jakiegoś większego DLC (idealnie w formie jak Miles Morales), a na razie wracam do domykania nierozwiązanych spraw mieście.

Na koniec ogromne podziękowania dla ekipy z PlayStation Polska, za sprezentowanie mi kodu na premierę ❤

Mam nadzieję, że się Wam podobało.
Do następnego!
Kuba „PlayStation Fanatyk”

Dodaj komentarz