O tym, w co ostatnio grałem słów kilka — Shootvaders: The Beginning

Czy ktoś jest graczem czy nie, nazwy takie jak Tetris, Arkanoid, Mario czy… Space Invaders wybrzmiewają gdzieś w świadomości. Tak się składa, że ekipa z 7 Raven Studios tak bardzo upodobała sobie tę ostatnią produkcję, że postanowili wykorzystać podwaliny jakie daje protoplasta shmup’ów i przekuć go na nieco bardziej nowoczesną formę. Co z tego wyszło? Zapraszam do czytania!

Założenia fabularne, jak to zwykle w tego tytułach bywa, są proste jak konstrukcja cepa — ot zostajemy wysłani przez „Centrum Misji Kosmicznych”, na samotną misję znalezienia nowego miejsca we wszechświecie, gdzie ludzkość mogłaby zacząć wszystko od nowa, jednak jak się możecie domyślać, takowe miejsca nie świecą pustkami, a na naszej drodze do ich kolonizacji staną fale wrogo nastawionych kosmitów (i to dosłownie).

Rozgrywka tak samo, jak fabuła, do skomplikowanych nie należy. Wyposażeni w broń konwencjonalną lub/i technologię kosmitów (przed rozpoczęciem każdej „sesji” możemy konfigurować do czterech slotów na broń), stajemy naprzeciw kolejnym falom przeciwników, rozwalając je jedną po drugiej, zbierając czasowe ulepszenia i punkty, które to pozwolą nam na ulepszanie naszego małego latającego wehikułu. Broni, jest dość sporo, od zwykłych karabinów, po lasery i wielkie działa (dodatkowo mamy też megabombę, która zmiata w zasadzie cały ekran oraz tarczę, która może nas chwilowo obronić) i o ile wprowadza to fajne możliwości na niszczenie kolejny statków kosmitów, to niestety zdobycie takowych na stałe w formie upgrade’ów (każdyt z nich posiada własne, odmienne statystyki, więc to nie tylko kwestia wyglądu) wymaga dość sporo grindu, co moim zdaniem zostało kiepsko przemyślane (może jakiś programista wklepał gdzieś o jedno zero za dużo, albo zrobił literówkę..), bo tak naprawdę, aby zdobyć niektóre z ciekawszych/lepszych/droższych broni, przyjdzie nam wytłuc sporą liczbę fal. Plusem natomiast jest tutaj lokalny co-op, choć ostrzegam, podczas grania ze znajomymi uważajcie ze strzelaniem na oślep, gdyż szybko przekonacie się czym jest „friendly fire”.

Po kilku godzinach spędzonych na rozwalaniu kolejnych fal wrogów i testowaniu kolejnej wersji uzbrojenia mojego statku, zacząłem się zastanawiać jak właściwie umiejscowić Shootvaders na tle innych „kosmicznych strzelanek” i powiem Wam, że przez chwilę miałem zagwozdkę, bo choć korzenie shoot’em up’ów są tu widoczne, to jednak myślę, że nie do końca można zestawić ten tytuł z innymi przedstawicielami gatunku. Mówiąc wprost, jest to nieskomplikowany „wave shooter”, który mimo wszystko bardziej przypomina mobilniaka niż pełnoprawną grę na konsole i PC, jednak przy tym nie został wyceniony na jakąś zaporową kwotę — 32 PLN — więc jeśli tylko lubicie sobie postrzelać do kosmitów z podkładu małego stateczku, to dajcie Shootvaders szansę, bo całkiem możliwe, że zyskacie tytuł, który będzie miłą odskocznią od wielowątkowych rozgrywek, które wymagają bóg wie jakiego zaangażowania.


To tyle na dzisiaj.
Mam nadzieję, że się Wam podobało!
Kuba „PlayStation Fanatyk”

Dodaj komentarz