Moja lista horrorów do ogrania zdaje się nie maleć, gdyż praktycznie co kilka tygodni znajduję kolejną informację o rychłej premierze jakiegoś tytułu, który wydaje się na tyle ciekawy, żeby dorzuć go do zestawienia. Jedną z takich gier była Shame Legacy — wydana u nas przez nasze rodzime Destructive Creations — która na pierwszy rzut oka prezentowała się bardziej niż interesująco ze swoim klimatem okultyzmu i opanowanej przez sektę wioski. Tak więc kiedy tylko natrafiła się okazja, aby sprawdzić ten tytuł, nie wahałem się zbyt długo. Czy było warto? Zapraszam do czytania!

Historia rozpoczyna się jak wiele innych straszaków, mianowicie budzimy się ranni, otępiali, ze strzępami pamięci, nie wiedząc gdzie jesteśmy i jak tu trafiliśmy — ot klasyk. Szybko jednak okazuje się, że nasz William, najwyraźniej szukając swojej córki (bo tak zwie się nasz bohater, którego nie zobaczymy w żadnym odbiciu, gdyż takowe nie zostało zaimplementowane, ale o tym później) trafił w okolice tajemniczej wioski, której mieszkańcy stali się nad wyraz brutalni (no, chyba że krzyżowanie i palenie na stosie to u nich lokalna niedzielna tradycja wtedy wszystko w normie) i z jakiegoś powodu nie są zbyt przychylnie nastawieni do nowego przybysza, chcąc go za wszelką cenę „wytropić”. A no i jakby banda krwiożerczych wieśniaków była niewystarczająca, to na naszej drodze staje też tajemnicza „Żywa pochodnia”, z równie miłym nastawieniem co mniej rozgrzany od niej motłoch. O tym, co tak naprawdę się dzieje i jaką rolę odgrywamy w tej historii (bo chyba nie myśleliście, że fakt trafienia do piekielnego Wakefield był przypadkiem) przyjdzie nam się dowiedzieć z czasem, przemykając wśród opętanych wieśniaków, przetrząsając kolejne chaty i rozwiązując kolejne łamigłówki, które muszę przyznać wypadają nie najgorzej.







Pod względem mechaniki Shame Legacy, to symulator chodzenia, który na siłę stara się nim nie być, wprowadzając nieudolnie dodatkowe mechaniki. Zacznijmy od skradania się, bo to przyjdzie Wam tu robić w zasadzie non-stop. Jak wspomniałem wcześniej wioska i jej nie mieszkańcy to niezbyt przyjazne miejsce więc aby jakoś tam przetrwać i unikać zagrożenia, pozostaje nam trwać w przykucu i poruszać się jak najciszej się da, gdyż nie ma tu jako takiej walki — tj. od czasu do czasu możemy wyrwać się z rąk wieśniaków, o ile uda nam się przejść coś w rodzaju QTE, jednak nie jest to reguła i w sporej ilości przypadków po prostu zostaniemy zatłuczeni na śmierć bez możliwości stawienia oporu, a dodatkowo, jeśli mimo wszystko uda nam się wyjść cało z opresji to przepłacamy to atakiem paniki (przy czym w tym stanie zostajemy jednostrzałowcami, więc czym prędzej musimy znaleźć lekarstwo). O ile samo skradanie, w połączeniu z AI naszych wrogów bywało miejscami skrajne, gdyż czasem udawało mi się po prostu przejść praktycznie za ich plecami, żeby za chwile musieć restartować grę kilkukrotnie od tego samego punktu kontrolnego (swoją drogą gra korzysta z auto-zapisu z całym jego dobrodziejstwem inwentarza), to podobało mi się nawet to, że jeśli np. schowaliśmy się w stojącym gdzieś wychodku, to mogliśmy lekko uchylić drzwi, aby obserwować ruchy tych, przed którymi się ukrywamy.
Jak wspomniałem wcześniej, to co się tutaj udało to zagadki, które często są kulą u nogi gier z tego gatunku. Nie mamy tu zbyt wielu podpowiedzi (a w zasadzie nie ma ich wcale poza przyciskiem akcji, który pojawi się, o ile znajdziemy się w odpowiednim miejscu, odpowiednio przygotowani) co dodatkowo urozmaica nieco rozgrywkę.






W przypadku całościowego wykonania wizualnego/audio/technicznego jest co najwyżej poprawnie i na całe szczęście bez zalewu bugów i glitchy. Jak tak patrze w swojej notatki z ogrywania to pierwsze co zapisałem tyczyło się właśnie technikaliów, bo na dzień dobry, poza rozmytymi teksturami, rzuciło mi się w oczy niezbyt płynne przewijanie obrazu podczas obracania, które po czasie przestaje być na szczęście tak bardzo zauważalne. Gra działa w 30 FPSach, i choć daleko mi do liczenia każdej klatki na sekundę to, biorąc pod uwagę to co widzimy na ekranie wydawałoby się, że można wycisnąć nieco więcej z wydajności sprzętu jakim jest PS5 (gdzieś nawet wyczytałem, że wersja na PS5 jest poprawiona w stosunku do PC). Zdaje sobie sprawę, że nie jest to tytuł, który ma stawać w szranki z wielkimi produkcjami, wiec nie będę się tu na nim pastwił, powiem tylko, że widziałem zarówno gorsze, jak i lepsze wykonanie w tym segmencie i nie znalazłem tu nic co wybiło się na tyle aby o tym wspomnieć..
Całość da się ukończyć w zasadzie w jeden wieczór, bo jeśli nie będziecie lizać ścian (a miałem wrażenie, że czasem da się wręcz ominąć połowę lokacji bez żadnego problemu) to spokojnie zamkniecie się 2-3 godzinach gry, przy czym brak tu jakiegokolwiek replay-value. Cieszy polskie tłumaczenie (w tym przypadku napisy), bo jednak w tytułach, gdzie na dzień dobry dostajemy tylko strzępy historii, której dalszą część musimy sobie dopisać sami, bywa to po prostu wygodne i pomocne.





Kończąc ten mój wywód muszę się Wam do czegoś przyznać, mianowicie podchodząc do Shame Legacy, popełniłem absolutny błąd nowicjusza, jeśli chodzi o recenzowanie czegokolwiek, bo uległem własnemu pompowaniu hype’u — gatunek, setting, kategoria rynkowa (jeśli jeszcze nie zauważyliście lubuję się w tytułach poza AAA) — przez co, zanim jeszcze odpaliłem samą grę, miałem całkiem spore oczekiwania… oczekiwania, które nie zostały niestety zaspokojone. Shame Legacy to przykład zmarnowanego potencjału na coś nieco odmiennego w worku horrorowatych symulatorów chodzenia i finalnie wygląda jak tania podróbka Outlasta 2 (który swoją drogą ma już dobrych kilka lat, a nadal prezentuje się lepiej niż omawiana dzisiaj produkcja), więc jeśli klimat okultyzmu, sekt i pokręconych wiosek to coś, co do Was przemawia, to polecam zagrać właśnie w tytuł od Red Barells, bo w przypadku Farship Games/Revenant Games i ich Shame Legacy, pierwszy człon nazwy niestety nie jest tylko częścią tytułu.

Na koniec ogromne podziękowania dla PR Outreach za podesłanie mi kodu na grę!
To tyle na dzisiaj.
Mam nadzieję, że się Wam podobało!
Kuba „PlayStation Fanatyk”
