Impostor wśród nas – recenzja książki „Among Us. Zdrajca między nami”

Among Us to przykład tego, jaka prosta stylistycznie produkcja potrafi podbić serca graczy i stać się wręcz światowym fenomenem (tytuł był najczęściej pobieraną grą roku 2020 według rankingu AppTopii) — podobnie jak przed laty Tibia, choć ona stała się bardziej znana z powodu piwniczaków rzucających krzesłami w swoich rodzicieli. W tym miejscu muszę się przyznać, że sam nie wsiadłem do tego pociagu hype’u, choć nawet moi koledzy z pracy urządzali sesje growe z tym tytułem. Popularność ma to do siebie, że im jest większa, tym bardziej powiększa się grono chcących uszczknąć kawałek z tego tortu dla siebie i tak oto na moim stoliku wylądowała książka „Among Us. Zdrajca między nami”, autorstwa Laury Riviere. Czy warto było sięgnąć po tą pozycję? Zapraszam do czytania!

Historia skupia się na astronaucie imieniem V, będącym jednym z członków załogi patrolującego statku. Nasz fioletowy przyjaciel prowadzi raczej spokojne, żeby nie powiedzieć monotonne życie, wykonując powierzone mu zadania. Jeden z takich szablonowych dni przełamuje nagły sygnał alarmowy, który okazuje się być wabikiem na przyjęcie niespodziankę urządzoną przez współpracowników V. Wszystko wygląda na idealną sielankę, jednak jako możecie się domyślać, byłoby zbyt nudno gdyby autorka uraczyła nas jedynie opisem codziennego życia załogi na statku. Kolejny sygnał alarmowy nie przynosi już tortu i szampana, gdyż odnalezione zostaje ciało jednego z astronautów, który bez wątpienia nie umarł z przyczyn naturalnych. W tym momencie grupa uświadamia sobie, że jest zamknięta w metalowej puszcze wraz z mordercą, a atmosfera nieco gęstnieje, kiedy zaczynają się wzajemne oskarżenia podczas desperackiej próby odnalezienie winowajcy (co nie zawsze kończy się dobrze). V postanawia na własną rękę rozwiązać zagadkę, zanim sam zostanie „wyeliminowany” przez grupę lub samego „impostor’a”.

To, co mnie mile zaskoczyło to fakt, że w książce znajdziemy trochę kolorowych ilustracji autorstwa Théo Bertheta (uwaga na spoilery!), i tak może się to komuś wydać wręcz śmieszne, że taki „dodatek” w ogóle zwrócił moją uwagę, jednak mi osobiście zawsze było bliżej do komiksów niż książek, więc każda forma wizualnej prezentacji tego o czym czytamy wywołuje u mnie pozytywne odczucia.

Fakt, że 200 stron pękło w zasadzie w jeden wieczór, stanowi chyba najlepszą rekomendację dla tej książki. Nie spodziewałem się wiele, gdyż jak wspomniałem, nie należę do grona fanów produkcji będącej inspiracją dla autorki, jednak dostałem kilka miło spędzony godzin. Od siebie mogę jedynie polecić, szczególnie że książkę tę można dostać aktualnie za cenę 2-3 kraftowych piw.

Na koniec podziękowania dla Wydawnictwa Nowa Baśń za sprezentowanie mi kopii książki.

To tyle na dzisiaj.
Mam nadzieję, że się Wam podobało!
Kuba „PlayStation Fanatyk”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s