O tym, w co ostatnio grałem słów kilka – The Skylia Prophecy

Mamy 2021 rok, nowa generacja konsol rozpycha się łokciami na rynku growym, a producenci prześcigają się w oferowanych usprawnieniach jak np. 4K, 120 FPS, Ray-tracing czy dźwięk 3D W tym samym czasie Ezekiel Rage i 7 Raven Studios wypuszczają na rynek tytuł nawiązujący do klasyków z dawnych lat, jak Castlevania czy Ghouls ‚N Ghosts. Czy pod nostalgiczną, pixel-artową otoczką kryje się coś więcej? No i oczywiście czy warto zagrać? Zapraszam do recenzji!

W grze wcielamy się w blond-włosom niewiastę imieniem Mirenia, która jako młoda dziewczyna przez przypadek uwolniła moce ciemności – kto by pomyślał, że zabicie potężnego demona sprawi, że zamiast lepiej, będzie jeszcze gorzej, a świat zaleje horda potworów. Teraz, mając 18 lat, wyrusza na wyprawę do Twierdzy Tirkin, w poszukiwaniu sposobu na złamanie przepowiedni, odkupienie i przywrócenie ładu w swojej krainie.

W założeniach The Skylia Prophecym to miks platformera 2D i erpega akcji, z wyśrubowanym poziomem trudności, rodem z gier od FromSoftware. Na papierze brzmi ciekawie — jak choćby świetne Salt and Sanctuary — a jak jest w rzeczywistości? Choć moje pierwsze wrażenia były naprawdę pozytywne, to im dalej w las, tym bardziej uświadamiałem sobie, jak bardzo zmarnowano potencjał tego tytułu. Zacznijmy od bohaterki, a dokładniej jej oręża – Shield Blade. Broń ta posiada dwa ataki….i to by było na tyle – brak możliwości kierowania atakami; brak jakichkolwiek, nawet prostych kombinacji ruchów; brak blokowania w locie, czy możliwości ataku z przykucnięcia. Na domiar złego jest to jedyna broń konwencjonalna, jaką przyjdzie nam używać. Z czasem odblokowujemy magiczne ataki, ale i tu nie ma za bardzo, nad czym się rozwodzić.

Jako że mamy tutaj domieszkę rpg, to nasza postać może się rozwijać (zdrowie, mana, siła ataku) oraz używać przedmiotów – klasyka. Problem w tym, że w zasadzie trudno wskazać jakąś zależność pomiędzy rozgrywką, a rozwojem postaci. Co do przedmiotów, to możemy kupić je w sklepie znajdującym się w odwiedzanych wioskach/miastach jednak, żeby nie było tak kolorowo, jednocześnie możemy posiadać po jednej sztuce danego przedmiotu.

Kolejnym elementem jest świat – pixelartowa grafika prezentuje się tu naprawdę świetnie i wygląda jakby była tutaj użyta jedynie aby zamaskować brak jakichś umiejętności w tym temacie, jednak po jakimś czasie nie sposób nie zauważyć, że ctrl+c / ctrl+v było klikane dość namiętnie. Na zdecydowany plus trzeba również zaliczyć design bossów i niektórych wrogów (kórzy czasem nie dość, że czasem wyglądają lepiej niż bossowie to i są bardziej wymagający niż oni).

Przejście całości zajmuje jakieś 3-4 godziny, jednak gdyby nie soulslike’owe naleciałości i ciągłe oglądanie ekranu „Game Over” to czas gry skróciłby się pewnie o połowę. Łowców platyn zapewne ucieszy informacja, że pożądany pucharek jest bardzo do zdobycia i zdaje się, że nawet nie wymaga ukończenia tytułu (potwierdzając przy okazji moją teorię, że wbijanie platyn nijak się ma do „poznania gry”).

The Skylia Prophecy to tytuł, w którym twórcy chcieli złapać zbyt wiele srok za ogon i nieco się pogubili, przez co otrzymaliśmy tytuł wypełniony skrajnościami. Hardcorowi fani tego typu gier będą pewnie zawiedzeni powtarzalnością, ograniczoną liczbą mechanik jak i długością gry, z kolei początkujący w tym temacie mogą odbić się od soulsowych naleciałości (w dodatku często zaimplementowanych tak, że gra każe nas za samo granie, a nie brak skilla). Żeby nie było, że tylko mieszam ten tytuł z błotem, to zbierając to wszystko do kupy, trzeba jednak powiedzieć sobie wprost, że w cenie, która nie przekracza wartości dwóch kraftowych piw, trudno oczekiwać produkcji, która miałaby zwalać z nóg. Mam ogromną nadzieję, że twórcy (a w zasadzie to chyba twórca, bo dokopałem się do informacji, że studio Ezekiel Rage to w zasadzie jednoosobowa załoga) wezmą sobie do serca cały odzew, jaki pojawił się po premierze ich gry i że nie będzie to ostatni raz kiedy o nich usłyszymy. Jeśli lubicie gry z gatunku metroidvanii, w których sporo się ginie, to myślę, że warto sprawdzić ten tytuł na własnej skórze, gdyż istnieje szansa, że umili Wam on wieczór, a jeśli nie to nie będziecie zbyt stratni finansowo.

Na koniec chciałbym podziękować 7 Ravens Studio i ekipie ogarniających ich PR za podesłanie kopii do recenzji.

To tyle na dzisiaj.
Mam nadzieję, że się Wam podobało!
Kuba „PlayStation Fanatyk”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s