Powrót do przyszłości – Fahrenheit

dnia

David Cage to postać, która jest znana chyba każdemu graczowi związanemu z PlayStation – szef ekipy Quantic Dream, spod rąk których wyszły tak genialne gry jak Heavy Rain czy Detroit Become Human (oraz niezbyt genialne moim zdaniem Beyond Two Souls). Obie zresztą zaliczam do mojego osobistego top gier na generację konsol na które się ukazały, jednak dzisiaj chciałbym pogadać o jeszcze innej grze, którą stworzyło to francuskie studio, mianowicie Fahrenheit.

Pierwszy raz, zetknąłem się z tą grą kilka lat po jej premierze, gdzieś w 2008 roku, kiedy to właścicielka mojego mieszkania miała zmienić nam dostawcę internetu, a w konsekwencji czego byliśmy odcięci od sieci na kilka miesięcy. Wśród ściągniętych gigabajtów gier, znalazłem obraz podpisany Fahrenheit i postanowiłem sprawdzić co to jest. Po niedługim czasie odpaliłem grę i…. wyłączyłem po kilkunastu minutach, zapominając o niej na dłuższy czas. Do mroźnego Nowego Jorku, wróciłem kilka lat później, po zakupie mojego pierwszego PlayStation 2 i tym razem gra przyspawała mnie do TV.

Startujemy z wysokiego C, Lucas Kane, nasz bohater, morduje przypadkowego gościa w toalecie jednej z knajp – dlaczego? No właśnie rzecz w tym, że nawet on sam tego nie wie i nie potrafi w żaden sposób wyjaśnić, lub inaczej – nie da się tego wyjaśnić w żaden logiczny sposób. Napięcie szybuje w momencie, kiedy zdajemy sobie sprawę, że stało się to w biały dzień, w miejscu wypełnionym ludźmi, dodatkowo wśród których znajduje się policjant. Tu nie ma czasu, na zastanawianie się, trzeba działać szybko aby zatrzeć ślady i jeszcze szybciej ulotnić się z miejsca zdarzenia. Po krótkiej chwili, ciało denata zostaje jednak odkryte, a gra miesza nam w głowie jeszcze bardziej, gdyż nagle wrzuca nas w buty porucznik Carli Valenti, której zadaniem jest nic innego jak złapanie mordercy – w ten sposób stajemy się jednocześnie łowcą oraz zwierzyną i to od nas zależy, której stronie uprzykrzymy nieco życie.

Przyznacie, że nieźle pokręcone prawda? A co jeśli powiem Wam, że to w zasadzie wierzchołek góry lodowej? Zresztą wystarczy spojrzeć na trailer z 2004 roku, który został pokazany podczas E3, żeby wiedzieć, że szykuje się niezły, kwasowy trip.

Sam gra to połączenie przygodówki z widokiem z trzeciej osoby i interactive movie – lwią część chodzimy po różnych lokacjach, szukamy wskazówek i rozmawiamy z postaciami, co w konsekwencji pcha historię do przodu. Ciekawostką jest tutaj pasek zdrowia psychicznego (który jak teraz o tym myślę przypomina m Eternal Darkness, horror na Gamecube z 2002 roku. Ciekawe czy Francuzi się na tym wzorowali?), który to rośnie lub maleje, zależnie od tego co robimy w grze, a jeśli spadnie zbyt nisko to może to doprowadzić do tego, że będziemy zmuszeni wczytać nasz ostatni save. Nerwową atmosferę podkręcają również sekwencje QTE, których jest tutaj dość sporo, a które to potrafią zaleźć za skórę (szczególnie jeśli gracie na klawiaturze), oraz to, że podczas prowadzenia dialogów, mamy ograniczony czas na wybranie naszej kolejnej wypowiedzi.

Zdjęcie z sesji motion capture do gry

Przyznam szczerze, że ciekawie było wrócić do Fahrenheit po tych kilku latach i zdać sobie sprawę jak dużo zostało przeniesione (i ulepszone) do kolejnych gier studia, jak choćby wspomniane we wstępie Heavy Rain, które to było dla mnie powodem zakupu PS3. Filmowość i swoboda w liniowych lokacjach to coś co Quantic Dream serwuje nam do dzisiaj i co moim zdaniem sprawdza się w tego typu grach fenomenalnie, bo pozornie daje nam możliwość sporej dowolności w naszych działaniach i nie narzuca zbytnio tempa rozgrywki. Jak tak teraz sobie o tym myślę, to Fahrenheit przypomina mi też nieco przygodówki od Telltale Games – wyborów jest tutaj całkiem dużo ale nie mają one aż tak bezpośredniego wpływu na przebieg rozgrywki ale też nie są kompletnie bez znaczenia, bo koniec końców doprowadzą nas do jednego z kilku możliwych zakończeń. Pomimo, że historię znam w zasadzie na pamięć to i tak co jakiś czas wracam do gry, głównie za sprawą kolejnych portów, podobnie zresztą jest z Heavy Rain, gdzie doskonale wiem, kto jest tajemniczym Orgiami Killer’em, a mimo to nie widzę kompletnie problemu, żeby ograć ją ponownie – siada się do tego jak do dobrze znanego filmu czy serialu, który można oglądać bez końca.

Ciekawostka: Nazwa w Stanach Zjednoczonych brzmiała Indigo Prophecy, aby nie kojarzyć się z filmem Michael’a Moore’a – Fahrenheit 9/11. Remaster natomiast otrzymał na całym świecie tę samą nazwę, mianowicie Fahrenheit: Indigo Prophecy.

Choć dziecko Davida Cage’a ma już 15 lat na karku to z czystym sumieniem polecam ją sprawdzić każdemu, gdyż nie ma na rynku zbyt wielu produkcji, do których można by ją porównać pod względem konceptu i scenariusza. Co prawda sterowanie może być miejscami irytujące, a i oprawa graficzna nie zestarzała się zbyt dobrze, jednak to wszystko nie ma absolutnie znaczenia kiedy weźmiemy pod uwagę jaki mindfuck możemy zaliczyć podczas rozgrywki. To pewnie pobożne życzenie ale bardzo bym chciał zobaczyć kiedyś remake tej gry, wykonany na takim poziomie jak choćby Resident Evil 2 czy Shadow of Colossus…

Na koniec wspomnę tylko, że jeżeli nie macie PC ani PS2, a chcielibyście sprawdzić ten tytuł to możecie to zrobić na PlayStation 4 w ramach „Klasyków z PS2” lub ściągając port, szumnie nazwany „Remastered” (grałem w obie i nie widzę większego sensu, żeby dopłacać do nieco poprawionej grafiki).

Mam nadzieję, że się Wam podobało.
Do następnego!
Kuba „PlayStation Fanatyk”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s