Growe Wspominki – Moja przygoda z Telltale Games część 2

Czas na drugą część moich wspominek na temat gier od Telltale Games. W poprzednim tekście mogliście poczytać o The Walking Dead czy Wolf Among Us, dzisiaj zmienimy trochę klimat. Zapraszam do czytania!

Na pierwszy ogień Batman! Trudno mi opisać radość jaka mnie ogarnęła w momencie zapowiedzi przygód Człowiek Nietoperza w konwencji Telltale Games. Nagle, po wszystkich poprzednich produkcjach będących głownie grami akcji, przyszedł czas aby nieco obniżyć dynamikę i wcielić się w jednego z moich ulubionych bohaterów komiksowych w nieco innej stylistyce.
Z niecierpliwością czekałem z zakupem płytki na pojawienie się wszystkich pięciu epizodów i w końcu się doczekałem – krótko po moich urodzinach, epizod 5ty trafił do graczy a tym samym płytka do mojej konsoli, mówiąc krótko odpłynąłem. Jeśli czytaliście część pierwszą tego tekstu to wiecie już, że jestem fanem tego co i jak robili ludzie z Telltale i nie należę do grona ludzi, którzy narzekają, że kolejna gra to znów to samo pod względem rozgrywki.
Teoretycznie Batman miał być odpowiedzią na prośby graczy o upgrade bo rzeczywiście gra została przeniesiona na nowszy silnik graficzny jednak jakość optymalizacji (przynajmniej na PS4) pokazała, że twórcy albo zrobili to byle jak albo po prostu nie opanowali jeszcze użytej technologii bo bugi i spadki animacji dla wielu okazały się nie do przeskoczenia. Sam też nie raz kląłem z frustracji kiedy musiałem powtarzać QTE po raz kolejny albo kiedy mój zapis gry uległ uszkodzeniu co prowadziło do powtarzania etapu.

Jeśli natomiast chodzi o samą historię zawartą w grze to tutaj nie było do czego się przyczepić bo Telltale nie dość, że udźwignęli ciężar materiału źródłowego to jeszcze zdołali dodać coś od siebie, coś co idealnie wkomponowało się w świat nękanego przez szumowiny Gotham City. Całość rozgrywa się w zasadzie za początków kariery Bruce’a jako mściciela w masce, kiedy to jeszcze nie ma sprzymierzeńców wśród władz. Zaskoczeniem jest tutaj sposób w jaki napisano scenariusz, zważywszy, że chyba nie było do tej pory gry z serii Batman, gdzie historia bardziej skupiłaby się na postaci Bruce’a Wayne’a niż tajemniczym superbohaterze. W Gotham pojawiła się tajemnicza grupa, która stara się pokazać światu, że Thomas Wayne, notabene chyba najbardziej szanowany obywatel jaki stąpał między ulicami tego miasta, wcale nie jest taki święty, prowadzi to do wielu oskarżeń i zmusza zapatrzonego w rodziców Bruce’a do przemyślenia tego gdzie leży prawda i komu tak naprawdę można zaufać…

Kolejną produkcją, jaką miałem przyjemność skończyć jest gra oparta o okrutnie popularną serię FPS’ów – Borderlands. Serię której nie byłem (i nadal nie jestem) jakimś wielkim fanem, przynajmniej jeśli o granie solo bo w coopie bawiłem się naprawdę przednio.

Tales from the Borderlands bo tak nazywa się ten tytuł zaoferował coś co do tej pory było obce grom od Telltale, mianowicie humor! Po ciężkich klimatach The Walking Dead czy The Wolf Among Us, postanowiono dosłownie wywrócić koncepcję do góry nogami i dać graczom lekką i zabawną historię przedstawioną przez dwoje głównych bohaterów – Rhysa, pracownika korporacji Hyperion, który chce się zemścić na niejakim Vasquez’zie, który zabił jego szefa i tym samym wyrolował Rhysa i jego przyjaciela Vaughn’a oraz oszustki prosto z planety Pandora – Fiony, która planuje swój wielki przekręt. Cóż, nie muszę pewnie nawet mówić, że w wyniku splotu różnych zdarzeń czy , oba te plany szlak trafia a losy naszych bohaterów przeplatają się. Twórcy nie tylko zdecydowali się na oddanie nam do dyspozycji dwoje bohaterów ale potrafili to również naprawdę ciekawie wykorzystać (tutaj mały spoiler co do początku gry), mianowicie wszystko to co widzimy na ekranie jest tak naprawdę retrospekcją wydarzeń, gdyż nasi bohaterowie zostają pojmani przez tajemniczą postać a ów postać zmusza ich do opowiedzenia wszystkiego po kolei, a że racja jest jak dupa i każdy ma swoją to zarówno Rhys jak i Fiona mają lekko mówiąc odmienne zdanie o tym jak przebiegały pewne wydarzenia 🙂 Tak ja wspomniałem na początku, TTG chciało aby Borderlands spod ich ręki było napakowane humorem i udało się to rewelacyjnie bo niejednokrotnie rykłem ze śmiechu czy to obserwując wydarzenia na ekranie czy przysłuchując się dialogom pomiędzy postaciami. W tym wszystkim, sama fabuła (a właściwie to czego dotyczyła tak pierwotnie) schodzi gdzieś na dalszy plan no ale, żeby nie było wspomnę i o niech – nasi bohaterowie poszukują tworu o nazwie „Gortys”, stworzonego przez nieistniejącą już korporację Atlas, tworu, który ma doprowadzić ich do skarbca.
Fani uniwersum ucieszą się pewnie z możliwości spotkania starych znajomych jak Athena, Zer0, Scooter, czy hologram Handsome Jack’a (hologram, gdyż Jack kopnął w kalendarz). A i mała ciekawostka, Rhys’owi głosu użycza Troy Baker, znany sporej ilości graczy jako Joel z The Last of Us.

I to by było tyle, gier od Telltale, które mam do ogrania jest jeszcze naprawdę sporo (np. Strażnicy Galaktyki) więc kto wie, może jeszcze kiedyś pojawi się część trzecia tego tekstu, ale na to przyjdzie mi i Wam jeszcze trochę poczekać. Mam nadzieję, że Wam się podobało a tymczasem wracam do recenzji ostatniej ogranej przeze mnie produkcji od TT – Batman: The Enemy Within.

Do następnego!
Kuba „PlayStation Fanatyk”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s